Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Oni protestują, Warszawa cierpi...

03-04-2019 22:48 | Autor: Tadeusz Porębski
Warszawa stała mekką dla protestujących z całej Polski. Tym razem stolicę najechało około dwóch tysięcy rolników z AgroUnii. W odróżnieniu od zadymy z 13 marca, kiedy na pl. Zawiszy palono opony, środowy protest miał charakter pokojowy.

Około 9 rano rolnicy zablokowali plac Zawiszy, wyłączono z ruchu kilka ważnych ulic, w tym część ul. Raszyńskiej. Autobusy i tramwaje zostały skierowane na objazdy. Ruch w tej części stolicy państwa został sparaliżowany. Kierowcy szukali objazdów, klnąc w żywy kamień. Straż pożarna i karetki pogotowia ratunkowego utknęły w gigantycznych korkach. Dźwięk syren i wuwuzeli słychać było daleko od centrum. Rolnicy eksponowali trumnę owiniętą flagą narodową, na której widniał napis "Polskie Rolnictwo A.D. 2019". Około godz. 11.30 manifestanci zaczęli przemieszczać się południową jezdnią Alei Jerozolimskich w kierunku ronda Dmowskiego. Ta kluczowa dla Warszawy arteria komunikacyjna również została wyłączona z ruchu. Na rondzie rozpoczęła się druga część protestu, która miała zakończyć się około godz. 16.

Rolnicy protestują, twierdząc, że sytuacja w rolnictwie jest bardzo zła. Ich zdaniem, ani minister, ani rząd, ani prezydent nie zrobili nic, by złą sytuację poprawić. Z przemówienia nowego wodza rolników Michała Kołodziejczaka trudno wywnioskować, o co im chodzi. Zbyt dużo było sloganów, zbyt mało konkretów. Kołodziejczak dużo opowiadał o tym, jak wieś pomagała za okupacji mieszczuchom, karmiąc ich i dając schronienie. Zapomniał dodać, że, owszem, warszawiacy zaopatrywali się w rąbankę i inne artykuły spożywcze na wsiach, ale bynajmniej nie za darmo. Często chłopi nie chcieli przyjmować zapłaty w „młynarkach” i trzeba było płacić złotem.

Czas, by władza państwowa zakazała przeprowadzania protestów w ścisłym centrum stolicy państwa. Może nawet ustawowo. Tak dalej nie może być, żeby dwa tysiące osób paraliżowało na wiele godzin życie wielkiej europejskiej metropolii. Może należy wyznaczyć na peryferiach specjalną strefę, która stanie się matecznikiem dla wszystkich protestujących grup społecznych. Protesty i demonstracje to przywilej, który przyniosła nam demokracja. Jednak ich forma, prezentowana od wielu lat w Warszawie, jest dla mieszkańców tego miasta absolutnie nie do przyjęcia.

Poza wszystkim zaś, warto zwrócić uwagę protestującym, że mają przecież pretensje do władz państwa, do polityków, może więc, idąc za radą internautów, zamiast paraliżować ruch uliczny w centrum stolicy – powinni raczej dokuczyć posłom, senatorom, członkom rządu względnie prezydentowi RP – w ich miejscach pracy. A najskuteczniejsza zapewne byłaby demonstracja pod biurem faktycznego Naczelnika Państwa przy wylocie ulicy, pozostającej bez jakiegokolwiek znaczenia komunikacyjnego. Warszawiacy przyjęliby takie rozwiązanie z wielką ulgą.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA