Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

O tego wójta się nie bójta!

17-07-2019 20:50 | Autor: Tadeusz Porębski
Znajduję się na ostatniej prostej mojego życia. Jestem bardzo zadowolony, żyłem bowiem w wyjątkowo ciekawych czasach – od lampy naftowej, którą oświetlaliśmy nasze rodzinne mieszkanie w małym domku przy ul. Sobieskiego 110, poprzez lądowanie na Księżycu i rewolucję obyczajową w latach sześćdziesiątych, aż po laptopy i smartfony. Były też lata szare, bo za czasów komuny nie było lekko. Braki w zaopatrzeniu, brak możliwości podróżowania, szarzyzna, urawniłowka, ale ludzie byli wówczas jacyś inni niż dzisiaj. Bardziej zintegrowani i otwarci na drugiego człowieka.

Te wspaniałe klimaty, które już nigdy nie powrócą, zostały znakomicie odtworzone w serialach „Dom” i „Alternatywy 4”. Było ciężko, bo byle pętaczyna w milicyjnym mundurze mógł obić cię bezkarnie i wsadzić „na dołek” na 48 godzin, a nawet na dłużej. Wieszano ludzi za udział w aferach gospodarczych, skrytobójczo mordowano opozycjonistów i księży. Bezkarnie.

Nadzwyczajne kompetencje i bezkarność komunistycznych organów ścigania budziła w ludziach strach i jednocześnie wściekłość. W marcu  1968 r. wiedziony ciekawością polazłem na Krakowskie Przedmieście, bo poczta pantoflowa niosła, że jest tam „dym” i studenci biją się z milicją. Byłem obserwatorem może 10 minut, gdy trzech cywilów w czapkach ze sztucznego misia obaliło mnie na ziemię i zaczęło lać pałami gdzie popadnie. Byłem sprawnym chłopakiem, uprawiałem sport, więc kopnąłem jednego z tajniaków w przyrodzenie, podniosłem się i zacząłem wiać. Złapali mnie, pobili, przewieźli do komendy dzielnicowej na Wilczą i tam zatrzymali. Tak to się fachowo nazywa – „zatrzymanie”, czyli potocznie aresztowanie. Zaprowadzili mnie do pokoju na drugim piętrze i tak obili, że po wyjściu z dzielnicowego pierdla byłem miejscami jak Murzyn z Togo. Od tego czasu alergicznie reaguję na termin „zatrzymany”.

Aliści powrócił on do obiegu już w demokratycznej Polsce. W momentach przejmowania władzy w państwie przez partię Prawo i Sprawiedliwość „zatrzymany” zaczęło stawać się słowem – wytrychem ukrywającym różne łajdactwa tak zwanych organów ścigania. W wolnej Polsce powołano do życia siedem służb z uprawnieniami do prowadzenia operacji specjalnych: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, Straż Graniczna, Wywiad Skarbowy,  Żandarmeria Wojskowa i policja (ze szczególnym wskazaniem na Centralne Biuro Śledcze Policji) oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Czynności operacyjno - rozpoznawcze, poza wymienionymi instytucjami, mogą prowadzić także Agencja Wywiadu, Służba Wywiadu Wojskowego, Służba Ochrony Państwa i Służba Celno-Skarbowa. W sumie to 11 formacji ze szczególnymi uprawnieniami. Każda z nich – poza walką z przestępczością – zajmuje się zbieraniem informacji także na temat praworządnych obywateli. Wykorzystując nasze telefony komórkowe, laptopy, media społecznościowe i karty kredytowe obserwują nas dzień i noc. Bez względu na to, jaka opcja polityczna rządzi państwem. Już w 2009 r. ówczesny senator Włodzimierz Cimoszewicz skarżył się mediom, że „był podsłuchiwany za wiedzą szefa ABW Krzysztofa Bondaryka”. Cimoszewicz podkreślał, że problemem Polski jest nadmiar służb, przy jednoczesnym niskim poziomie ich kontroli. „Gołym okiem widać, że nie ma odpowiedniego nadzoru nad służbami, nie kontroluje ich nawet premier” – zaznaczył.

Nie przykładałem wówczas wielkiej wagi do przestróg doświadczonego polityka, w końcu premiera polskiego rządu. Zaczęły one do mnie stopniowo docierać dopiero po przejęciu władzy w państwie przez PiS. Oczkiem w głowie Jarosława Kaczyńskiego jest CBA, które utworzył za pierwszych rządów PiS Mariusz Kamiński. Już pod jego kierownictwem biuro przeistoczyło się w gigantyczną maszynę „do zatrzymywania”. Nie ma tygodnia, by kogoś nie „zatrzymali”. Doświadczyło tego wielu Polaków – biznesmeni, zwykli przedsiębiorcy, politycy, bankierzy, samorządowcy, a nawet ludzie sztuki. Nie wszystkie „zatrzymania” kończyły się procesami i prawomocnymi wyrokami sądowymi. Było sporo wpadek i chybionych strzałów. Nader często sądy odmawiały wobec podejrzanych stosowania aresztu tymczasowego, o co wnioskowały prokuratury na podstawie materiałów procesowych zebranych przez CBA.

Zatrzymanie w ubiegłą środę wójt Lesznowoli Marii Jolanty Batyckiej – Wąsik przelało u mnie czarę goryczy. Może nie samo zatrzymanie, ale sposób, w jaki je przeprowadzono.  Wójt Lesznowoli to drobna, wiotka kobieta, którą mógłby zdmuchnąć silny powiew wiatru. Najście więc jej o 6 rano we własnym domu przez sforę uzbrojonych po zęby agentów i wyprowadzenie do radiowozu niczym groźnego bandziora ma moim zdaniem znamiona mega skandalu. Tak, tak, tajniacy oczywiście działali zgodnie z prawem na podstawie, ble, ble, ble, ale czy musieli dokonać tak spektakularnego „zatrzymania” wobec osoby dotychczas kryształowo czystej i powszechnie szanowanej? Nie mogli wezwać jej po prostu do biura w oznaczonym terminie? Przecież nie zachodziło podejrzenie matactwa czy zniszczenia dokumentów, ponieważ CBA i prokuratura badają sprawę rzekomego przekroczenia przez wójt Batycką – Wąsik obowiązków służbowych od 2013 r.! Wszystkie dokumenty dotyczące sprawy już dawno zostały dobrowolnie przekazane organom ścigania przez lesznowolski urząd.

To daje mocne podstawy do postawienia tezy, że sprawa może mieć drugie dno. Maria Jolanta Batycka – Wąsik to jeden z najlepszych i najbardziej kreatywnych samorządowców kraju. Rządzi gminą już 22. rok z rzędu i przez ten czas udało się jej przeistoczyć podwarszawskie zadupie w jedną z najbogatszych gmin wiejskich w skali całej Polski. Obsypywana nagrodami, odznaczona przez prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, wybrana Wójtem 10-lecia, laureatka nagrody specjalnej – Osobowość 30-lecia RP w kategorii "Polityk Samorządowy", jest oprymowana o 6 rano przez zgraję agentów niczym groźny mafioso. Agenci za pośrednictwem prokuratury żądali wsadzenia tej kobiety do więzienia na 3 miesiące, ale na szczęście sąd pogonił ich razem z dostarczonymi „dowodami” i zwolnił panią wójt do domu.

Czy to przypadek? A może próba zamachu na bogatą, wywindowaną na same szczyty gminę? To bardzo prawdopodobne, szczególnie w kontekście wypowiedzi jednego z wpływowych radnych PiS w radzie powiatu piaseczyńskiego. Facet ten, wyszczekany i bardzo pewny siebie, powiedział reporterowi lokalnej telewizji wprost: „Pani wójt powinna podać się do dymisji”. A w domyśle: „A premier chyba powinien wprowadzić do gminy komisarza. Może w mojej skromnej osobie?”. Hola, hola, panie radny, a gdzie żelazna zasada o domniemaniu niewinności, która powiada, że do czasu wydania przez sąd prawomocnego wyroku każdy podejrzany jest niewinny? Podać się do dymisji? Bo CBA uznało panią wójt za podejrzaną o popełnienie poważnego przestępstwa urzędniczego? A według pana, panie radny, CBA to coś w rodzaju Ewangelii Św. Mateusza i oświadczenie tej tajnej służby jest niczym papieska bulla? Chyba czasy się panu pomyliły. Na razie pańskie CBA opuściło sąd z podkulonym ogonem.

Brutalne „zatrzymanie" Marii Jolanty Batyckiej – Wąsik i potraktowanie tej kobiety niczym pospolitego przestępcy, spowodowało, że musiałem dokonać pewnego przewartościowania. Nigdy nie uwierzę, że pani wójt ma lepkie ręce, jak sugeruje między wierszami CBA w swoim komunikacie. Znam ją od lat i gotów jestem położyć własną głowę pod topór, by dać świadectwo, że ta kobieta nie jest zdolna do działania dla osiągnięcia korzyści materialnej. Mogła popełnić błąd, to oceni niezawisły sąd, ale sugerowanie, że „zwolniła z płacenia części podatku związane z nią podmioty” to po prostu potwarz.

Co ciekawe, radni Lesznowoli stanęli murem za swoją wójt, objawiwszy to podpisaniem oświadczenia na stronie internetowej urzędu gminy. Podobno z tego powodu trójkę reprezentującą PiS władze partyjne kazały usunąć z klubu radnych. Poza owym oświadczeniem społeczników czytamy też tam słowa podziękowania ze strony Marii Jolanty Batyckiej-Wąsik:

„Pragnę z całego serca podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie w tych niełatwych dla mnie chwilach. Bardzo dziękuję za ogromną empatię oraz niezwykłą postawę. Wsparcie otrzymuję z wielu różnych środowisk – zarówno z naszej Gminy jak i Polski. Raz jeszcze bardzo dziękuję” – napisała pani wójt.

Panie prezesie Kaczyński, w odróżnieniu od wielu niezależnych dziennikarzy panu i PiS-owi starałem się dostrzegać w posunięciach pańskiej partii i ludzi z panem związanych działanie pro publico bono. Dawałem temu wyraz na łamach mojej gazety, za co nie raz byłem atakowany przez znajomych i przyjaciół, którzy widzą w PiS i jego funkcjonariuszach samo zło. Moja sympatia do PiS skończyła się w środę 10 lipca 2019 r.  Między innymi dlatego, że nie potrafi pan, panie prezesie, trzymać swoich psów gończych na krótkiej smyczy, pozwalając im na dyskredytowanie ludzi cieszących się powszechnym szacunkiem. Coś mi przypomina widok znajomy ten...

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA