Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Najłatwiej oceniać po latach

05-08-2026 20:15 | Autor: Mirosław Miroński
Historia ma wielką przewagę nad ludźmi – zawsze zna zakończenie. A jeśli my również je znamy wydaje się nam, że jesteśmy mądrzejsi od tych, którzy tę historię tworzyli. Z wygodnego fotela XXI wieku bez trudu wskazujemy błędy dowódców, polityków, powstańców i całych narodów. Zapominamy tylko o jednym: oni nie wiedzieli tego, co my wiemy dzisiaj. Historia nie jest grą, którą można rozegrać po raz drugi. Dlatego ocenianie przeszłości wyłącznie przez pryzmat jej skutków jest nie tylko intelektualnym uproszczeniem, ale jest zwyczajnie niesprawiedliwe.

Jedną z największych słabości współczesnej debaty jest to, że nie próbujemy zrozumieć ludzi żyjących przed nami. Wolimy ich osądzać. A w miarę upływu czasu łatwiej przychodzi nam ferowanie wyroków. Paradoks polega na tym, że nasza pewność siebie rośnie proporcjonalnie do liczby faktów, których oni nie mogli znać. Historyk ma luksus, którego nigdy nie miał uczestnik wydarzeń. Widzi początek, rozwinięcie i zakończenie całej opowieści. Zna dokumenty dotyczące obu stron konfliktu. Wie, kto zdradził, kto blefował, kto się pomylił i kto miał rację. Wie, które decyzje okazały się katastrofą, a które przyniosły sukces. Ludzie żyjący w tamtym czasie dysponowali jedynie teraźniejszością i doświadczeniem z przeszłości. Często działali po omacku, pod presją czasu, w świecie plotek, szczątkowych informacji, propagandy i dramatycznej odpowiedzialności za ogół społeczeństwa. To zasadnicza różnica. I właśnie o niej zaskakująco często zapominamy.

Najbardziej jaskrawym przykładem jest Powstanie Warszawskie. Dzisiaj wiemy, że Armia Czerwona zatrzymała się na praskim brzegu Wisły. Wiemy, że pomoc aliantów była szczątkowa i jedynie symboliczna. Wiemy, że po kapitulacji Warszawa zostanie zburzona, a Polska znajdzie się w sowieckiej strefie wpływów. Ale ta wiedza jest wiedzą naszą, nie ich. Dowódcy Armii Krajowej nie podejmowali decyzji z podręcznikiem historii w ręku. Nie mieli możliwości zajrzenia do archiwów Kremla ani przeczytania wspomnień Churchilla czy Stalina. Nie znali postanowień konferencji, które miały zadecydować o przyszłości Europy. Musieli działać w czasie rzeczywistym, kierując się informacjami, które były niepełne, często sprzeczne i niejednokrotnie celowo fałszowane.

Czy popełnili błędy? Oczywiście. Każdy dowódca je popełnia. Każdy polityk je popełnia. Historia nie zna ludzi nieomylnych. Pytanie brzmi jednak zupełnie inaczej: czy dysponując wyłącznie wiedzą, którą oni mieli w chwili podejmowania decyzji, potrafilibyśmy postąpić lepiej? To pytanie jest niewygodne, bo odbiera nam komfort moralnej wyższości.

Tymczasem coraz częściej zamiast zrozumienia proponuje się coś, co można nazwać pedagogiką narodowego samoponiżenia. Zamiast analizować dramatyczne wybory naszych przodków, redukuje się ich do katalogu błędów. Bohaterów zastępują nieudacznicy, odwagę – nieodpowiedzialność, a walkę o podmiotowość – polityczna naiwność. Nie chodzi już o poszukiwanie prawdy. Chodzi o zmianę sposobu myślenia o własnej historii. To niebezpieczna droga.

Naród może żyć bez wielu rzeczy. Nie przetrwa jednak długo bez szacunku dla własnej pamięci. Nie oznacza to tworzenia narodowej hagiografii ani zakazu krytyki. Historia potrzebuje prawdy, nawet jeśli jest bolesna. Aby ją wydobyć z otaczającej mgły konieczne jest przestrzeganie określonych reguł. Pierwszą z nich i być może najważniejszą jest nieocenianie ludzi według obecnej wiedzy, której oni nie mieli. Kolejną zasadą jest konieczność oddzielenia faktów od narosłych wokół nich mitów i nieprawdziwych opinii powielanych przez lata. Ta zasada dotyczy nie tylko Powstania Warszawskiego. Dotyczy powstania listopadowego, styczniowego, decyzji politycznych II Rzeczypospolitej, a także wielu wydarzeń współczesnych. Każde pokolenie podejmuje decyzje w warunkach niepewności. Dopiero następne pokolenia wiedzą, które z nich były słuszne. Łatwo osądzać, trudniej jest zrozumieć.

Historia nie potrzebuje sędziów przekonanych o własnej nieomylności. Potrzebuje ludzi, którzy potrafią dostrzec, jak trudne bywa podejmowanie decyzji gdy nadchodząca przyszłość jest nie nieznana. Dlatego następnym razem, zanim siedząc w wygodnym fotelu uznamy, że „należało postąpić inaczej”, zadajmy sobie pytanie, którego zwykle unikamy: czy naprawdę bylibyśmy mądrzejsi od nich, gdyby odebrać nam dzisiejszą wiedzę? Prawdziwa rozmowa o historii zaczyna się dopiero wtedy, kiedy spojrzymy na nią w sposób bezstronny i bez uprzedzeń.

Wróć