Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Nadmiar postulatów to błąd

04-11-2020 19:55 | Autor: Tadeusz Porębski
W poprzednim felietonie przytoczyłem wypowiedź znanego z ciętego języka satyryka Krzysztofa Skiby: „Chcę zaznaczyć, że bardzo podoba mi się wulgarny charakter tych protestów. Dopóki jest wulgarny, dopóty jest autentyczny. Dopóki krzyczycie "Wypierdalać!”, dopóty żadna stara Budka nie przyklei się wam do akcji, a żadna śliska Schetyna nie wlezie na trybunę”. Nie minął tydzień, a u coraz większej liczby osób gaśnie entuzjazm co do popierania ruchu społecznego zwanego Strajkiem Kobiet. Widzę to u wielu moich znajomych i najbliższej rodziny, która w zdecydowanej większości jest „antypisem”. Powołano do życia Radę Konsultacyjną Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i kogo wśród tego zacnego gremium widzimy?

Pana Michała Boniego, rutynowanego partyjniaka o ultraliberalnych poglądach, który kolejno był członkiem Kongresu Liberalno – Demokratycznego i Unii Wolności. Był w radzie programowej Forum Liberalnego, ale nie tylko. Był również zarejestrowanym kandydatem na tajnego współpracownika peerelowskiej bezpieki, a następnie tajnym współpracownikiem. W styczniu 2008 r., w złożonym oświadczeniu lustracyjnym, potwierdził, że był współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy. Powołanie do Rady Konsultacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet osoby od zawsze ściśle związanej z partiami politycznymi uważam za duży błąd. Jeśli ma to być jedna z twarzy apartyjnego „ruchu społecznego”, to życzę paniom powodzenia. Również część postulatów wysuwanych przez RKOSK świadczy o działaniu spontanicznym, chaotycznym i nieprzemyślanym.

Jednym z nich jest żądanie przeznaczenia przez rząd w ciągu tygodnia 10 proc. z budżetu państwa na ochronę zdrowia. To mrzonka nie do spełnienia w dzisiejszych realiach krachu spowodowanego pandemią, Zresztą, pompowanie kolejnych miliardów w niewydolną strukturę nic nie da. Od kilku dekad ten wór bez dna pochłania kolejne miliardy, a efektów jak nie było, tak nie ma. Należy raczej domagać się od rządu niezwłocznego zreformowania SYSTEMU, bo to on jest ciężko chory i dlatego niewydolny. Skoro nie ma w Polsce mędrców, którzy mogliby podjąć się tego ciężkiego zadania, należy po prostu skopiować sprawdzone wzorce obowiązujące u naszych sąsiadów – Czechów i Niemców. U Czechów wprowadzono w 2011 r. symboliczne opłaty za wizytę u lekarza (internista 6 zł, specjalista 15 zł), zaś w Niemczech już w 1883 r. kasy chorych, które funkcjonują do dzisiaj. Tego należy domagać się od rządu – reformy systemu, a nie pompowania do NFZ kolejnych miliardów.

RKOSK ogłosiła aż 13 obszarów pól walki, na których będzie skupiać swoje działania. Postulaty dotyczą nie tylko praw kobiet, ale m.in. praw osób LGBT, świeckiego państwa i kryzysu w polskiej psychiatrii. Czy główna przyczyna społecznego protestu, czyli zaostrzone prawo aborcyjne, nie rozmydli się i nie zniknie w takim natłoku żądań? To bardzo możliwe. Coraz częściej pojawiają się wśród osób popierających strajk głosy, że wysuwane żądania należy mocno ważyć. Wystrzeliwanie ich z szybkością karabinu maszynowego działa na niekorzyść strajkujących oraz ich zwolenników i na korzyść rządu. Czego moim zdaniem nie należy na razie żądać, poza mrzonką o przeznaczeniu 10 proc. z budżetu na służbę zdrowia?

Przede wszystkim natychmiastowego zaprzestania finansowania Kościoła przez państwo, faktycznego rozdziału państwa od Kościoła oraz wypowiedzenia konkordatu. Otwarta wojna z Kościołem to niechybna klęska, przekonał się o tym choćby Janusz Palikot. Jestem człowiekiem niewierzącym i niepraktykującym, w mojej opinii polski Kościół kompromituje się na całej linii, ale nadal ma u nas bardzo duże wpływy. Na tym obszarze potrzebna jest ewolucja, a nie rewolucja. Czego zatem RKOSK powinna się domagać? Przede wszystkim abortus provocatus lege artis, czyli prawa do legalnej aborcji na życzenie. I kolejno, lepszej Polski dla osób LGBT+, odzyskania mediów publicznych i uczynienia z nich prawdziwego źródła wiedzy i informacji, defaszyzacji życia publicznego oraz likwidacji tzw. śmieciówek. Na tych obszarach można stawiać rządowi ultimatum i dopiero po jego odrzuceniu domagać się dymisji. Dymisja rządu to poważna kwestia polityczna i na tym polu trzeba poruszać się niczym saper na polu minowym, ponieważ obecny rząd – cokolwiek o nim mówić – administruje państwem w efekcie wygrania przez PiS demokratycznych wyborów, a nie przejęcia władzy siłą.

To, że rządzenie idzie tak zwanej zjednoczonej prawicy coraz gorzej, widać na każdym kroku. Coraz większy zamordyzm poprzez próby podporządkowania sobie sądownictwa i organów ścigania, uczynienie z telewizji publicznej partyjnej tuby propagandowej, nieudolność (m. in. wyrzucenie w błoto 70 mln na wybory, które się nie odbyły), krętactwa (m. in. zakup respiratorów, których kontrahent nie dostarczył), uległość wobec Kościoła, wszechobecny nepotyzm, ciągły kurs kolizyjny z Komisją Europejską, rozdawnictwo, naruszanie praw człowieka – ten katalog można ciągnąć w nieskończoność. Są wymierne skutki nieudolności tego rządu. Według danych Eurostatu, we wrześniu inflacja w Polsce była wyższa niż miesiąc wcześniej i najwyższa w całej Unii Europejskiej. W ubiegłym miesiącu inflacja HICP sięgnęła 3,8 proc. W ujęciu miesiąc do miesiąca wyniosła 0,2 proc. Faktem jest, że już ponad połowa Polaków nie zgadza się ze stylem uprawiania polityki przez PiS i jego satelitów. Jednakowoż próba obalenia rządu siłą może okazać się tragiczna w skutkach.

Jaskrawym przykładem nieudolności rządu tzw. zjednoczonej prawicy może być to, że nie potrafi zarabiać nawet na hazardzie, który w każdym kraju jest prawdziwą żyłą złota. Państwowe salony do gry na automatach miały przynosić budżetowi krociowe zyski, które niestety pozostały w sferze marzeń. Zadaniem państwowej spółki Totalizator Sportowy było przejęcie miliardowej schedy po zarządzanych przez mafię jaskiniach hazardu z „jednorękimi bandytami”. W 2017 r. TS stał się monopolistą na rynku automatów do gry i od planów mogło zakręcić się w głowie – na początek 35 tysięcy maszyn i miliardy płynące wartkim strumieniem do państwowej kasy. Z danych zebranych przez "Puls Biznesu" wynika jednakowoż, iż do września br. TS zakupił około… 3500 automatów. Spółka szacowała, że w 2019 r. maszyny przyniosą 1,5 miliarda złotych do budżetu. Ich zakup pochłonął ponad 150 mln zł, a przychód z automatów przyniósł budżetowi ledwie 16,5 mln. Drugie tyle trafiło do budżetu w formie podatku od gier. W tym roku TS planuje wydać na nowe salony około 200 mln złotych. W pierwszym półroczu 2020 r. automaty przyniosły jednak tylko 11,2 mln zł przychodu.

Na koniec mój konik, czyli wirus grypy o statystycznie śladowej śmiertelności kładący na kolana cały świat. Dzisiaj chciałbym przypomnieć dane sprzed roku podsumowujące sezon grypowy w województwie mazowieckim na przełomie 2018 i 2019 r. Na Mazowszu w okresie od 1 września 2018 r. do 31 marca 2019 r. zarejestrowano w sumie 636 824 przypadki zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę. W ubiegłym sezonie w tym samym okresie odnotowano dużo więcej przypadków, bo aż 818 654. W Polsce w ostatnich sezonach epidemicznych liczba zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę przekracza corocznie kilka milionów. Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-PZH (NIZP-PZH) wynika, że w minionych latach stale zwiększała się zachorowalność na grypę i infekcje grypopodobne . W sezonie 2017/2018 zanotowano 4,5 mln zachorowań, natomiast od 1 września 2018 r. do 7 kwietnia 2019 r. w Polsce odnotowano 3 692 199 zachorowań na grypę.

To prawda, że śmiertelnych ofiar epidemii grypy w latach ubiegłych było mniej niż obecnie (około 1700 rocznie), ale liczba wszystkich zakażeń od początku pandemii to dzisiaj 400 tysięcy, co ma się nijak do 3,7 mln zachorowań na grypę i podejrzeń zachorowań z przełomu lat 2018/2019. Do lekarzy trafiało wówczas wielu pacjentów w wieku 20-50 lat, wcześniej niechorujących, z ciężkimi powikłaniami pogrypowymi typu zapalenie oskrzeli, zapalenie płuc i astma. Nie podnoszono jednak takiego larum, jak to ma miejsce dzisiaj. Nikt nie mówi, że koronawirusa nie ma. On istnieje, ale jest mocno demonizowany. Kraje starej Europy, szczególnie Niemcy, szybko dojdą do siebie po zakończeniu lockdown`u, ponieważ ich potencjał gospodarczy przewyższa polski kilkunastokrotnie. Dla nas lockdown byłby gwoździem do trumny. Rządzący powinni mieć tego świadomość i rachować, co przyniesie Polakom więcej szkody – zmutowany wirus grypy, czy bankructwa, bezrobocie, depresje, zgony na zawały, udary i nowotwory z powodu nieudzielania chorym natychmiastowej pomocy oraz galopująca inflacja będąca katem każdej gospodarki

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA