Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Mimo pandemii – udany sezon na Służewcu

25-11-2020 20:56 | Autor: Tadeusz Porębski
W minioną niedzielę 22 listopada zakończył się liczący 51 dni sezon wyścigowy na Służewcu. Ostatnią gonitwę sezonu wygrał w ładnym stylu trenowany przez Piotra Piątkowskiego trzyletni wałach Smashing pod dżokejem Antonem Turgajewem.

Tegoroczny sezon był wyjątkowy, ponieważ z powodu panującej pandemii koronawirusa sporą część gonitw po raz pierwszy w historii Służewca rozegrano bez udziału publiczności. Mimo to należy być zadowolonym, że w 100 procentach zdołano zrealizować opracowany w styczniu całoroczny plan gonitw na sezon 2020. Należy za to podziękować pracownikom i dyrekcji służewieckiego oddziału Totalizatora Sportowego, który jest organizatorem gonitw, jak również prezesowi Polskiego Klubu Wyścigów Konnych. W tym roku na służewieckim firmamencie pojawiło się kilka gwiazd, które powinny świecić przez kilka najbliższych lat. Wśród ogierów na pierwszy plan wybijają się trzyletnie folbluty, konie starszych roczników nie błyszczały. Tegoroczne Derby wygrał Night Thunder ze stajni Adama Wyrzyka. Swój triumf może zawdzięczać czempionowi toru, dżokejowi Szczepanowi Mazurowi, który – można to tak określić – wydusił z tego konia maksimum wyścigowego potencjału. W drugiej części sezonu derbista wystartował tylko dwa razy, ale już bez sukcesów – w St. Leger wyraźnie uległ Night Tornado, zaś w Wielkiej Warszawskiej minął celownik dopiero czwarty.

Natomiast podopieczni trenera Krzysztofa Ziemiańskiego rozkręcali się z miesiąca na miesiąc. Trzeci w Derby ogier Timemaster wygrał w sezonie aż cztery wyścigi najwyższej kategorii A i w opinii naszego tygodnika jest Koniem Roku 2020. Night Tornado zaś w Derby musiał zadowlić się piątą lokatą, ale ku zaskoczeniu fachowców w Wielkiej Warszawskiej stoczył zażarty pojedynek ze ścigającym się z sukcesami na Zachodzie świetnym Nagano Gold, ulegając mu dopiero w celowniku zaledwie o pół długości. Jeśli chodzi dwuletnie folbluty, to o najcenniejsze laury rywalizowały ze sobą ogierki Power Barbarian i Anator. W Nagrodzie Dakoty Anator przegrał do Power Barbariana o dwie długości, zaś w nagrodzie Przychówku tylko o szyję. Jesienna gonitwa o nagrodę Mokotowską wyłania zimowego kandydata na przyszłoroczne Derby. Power Barbarian wygrał Mokotowską, ogrywając po raz trzeci Anatora, tym razem wyraźnie i na wydłużonym dystansie 1600 metrów. Trzeci na celowniku Adahlen pokazał zalążki klasy i może w przyszłym roku mocno namieszać w derbowym roczniku. Dwuletni Power Barbarian zakończył sezon z imponującym bilansem, wygrywając aż pięć z sześciu startów.

W wieku dwóch lat klacz Inter Royal Lady ze stajni Adama Wyrzyka wygrywała każdy ze swoich startów jak chciała, dlatego w tym sezonie jako koń rocznika derbowego stała się główną faworytką wyścigu o Błękitną Wstęgę. W pierwszym tegorocznym starcie lekko ograła Timemastera w nagrodzie Strzegomia, a trzy tygodnie przed Derby bez wysiłku rozprawiła się klaczami ze swojego rocznika w nagrodzie Soliny. W głównej gonitwie sezonu dla trzyletnich foolblutów po raz pierwszy poznała gorycz porażki, nieznacznie przegrywając rywalizację z kolegą stajennym ogierem Night Thunder. W każdym z tych wyścigów była dosiadana przez córkę trenera, dżokej Joannę Wyrzyk. W sierpniu Inter Royal Lady wygrała po raz dziesiąty, triumfując w Oaks, a następnie bardzo dobrze wypadła w Paryżu podczas jednego z najważniejszych mityngów wyścigowych na świecie. Podopieczna Wyrzyka zajęła ósme miejsce w gonitwie Prix l’Opera, rozgrywanej w dniu prestiżowego i najwyżej dotowanego w Europie wyścigu Łuk Triumfalny, tracąc do zwycięzczyni gonitwy tylko sześć długości. Inter Royal Lady już w wieku trzech lat należy zaliczyć do najwybitniejszych klaczy w historii wyścigów konnych na Służewcu, a przecież przyszłość jest jeszcze przed nią.

Mimo pandemii i wielu utrudnień sezon wyścigowy 2020 należy uznać za udany pod każdym względem, także organizacyjnym. Jedyny zgrzyt, na dodatek nieprzemijający, to praca jednego z komentatorów wyścigowych. W tym roku zrezygnował z komentowania gonitw pan Andrzej Szydlik, żywa encyklopedia Służewca. Pisaliśmy wiosną w „Passie”, że niedługo za nim zatęsknimy. Stało się to szybciej niż sądziliśmy. Następca pana Andrzeja to katastrofa. Prowadzi zawody w sposób infantylny, lubując się w zdrobnieniach ("tripelka", "dublecik", "kobyłka" i tym podobne). Można by to jeszcze przełknąć, gdyby nie stosowany przez sprawozdawcę żargon, który coraz bardziej razi bywalców toru. Jeden z trenerów zadzwonił nawet do naszej redakcji informując: "Przez dwadzieścia lat na torze słyszałem już wiele rzeczy, ale żeby komentator wyścigowy nazywał konia na padoku "kawałem baby", to tego jeszcze nie słyszałem". Wrze również w Internecie. Należy mieć nadzieję, że dyrekcja toru uwolni w przyszłym sezonie bywalców i graczy od tego zupełnie nieprofesjonalnego komentatora, któremu gracze nadali pseudonim "Trzy siekierki", ponieważ tak zwykł określać pulę, bądź wygraną w wysokości 777 zł.

W kwestii rozwoju wyścigów konnych trwa stagnacja, roczne pule nagród od lat stoją w miejscu, zaniechano dokończenia remontów, m.in. trybuny środkowej. Wielu pasjonatów wyścigów wieszczy rychły ich upadek. Dlatego ludzi decydujących się mimo to na inwestowanie w konie wyścigowe dużych pieniędzy należy postawić na piedestał. Należą do nich m.in. bracia Andrzej i Ryszard Zielińscy, właściciele stadniny "Pegaz" we wsi Nowa Wrona w powiecie płońskim. To rdzenni warszawiacy z Mokotowa, którzy postanowili zainwestować bardzo duże pieniądze w hodowlę folblutów, z planem wyhodowania koni z bardzo dobrym rodowodem, mogących rywalizować z najlepszymi nie tylko w Polsce, ale także na torach zachodniej Europy. Będąca ich własnością klacz Nemezis wygrała w ubiegłym roku polskie Derby oraz Oaks, natomiast w 2016 r. ogier Caccini wywalczył Błękitną Wstęgę i triumfował w Wielkiej Warszawskiej. W tym sezonie bardzo dobrze radziły sobie klacz La Factrice, ogier Liaqura i dwulatek Falvio.

Latem 2018 r. zakupiony został ogier Balios, syn wybitnego Shamardala, od matki po epokowym Galileo, osiągający znakomite wyniki na europejskich torach (stanówka z Baliosem od 1500 do 2000 euro). Rok później stadnina "Pegaz" wzbogaciła się o pełną siostrę derbistki Nezmezis. Na aukcji Tattersalls bracia Zielińscy kupili urodzoną w 2015 r. i wyhodowaną w Irlandii Victorię Drummond. Jej zakup sprawił, że po zakończeniu kariery wyścigowej przez Nemezis w stadninie będą kryte aż dwie córki znakomitego ogiera Sea The Stars. To inwestycja w przyszłość nie tylko dla stadniny "Pegaz", ale i całej polskiej hodowli folblutów. W przyszłym roku wystartują zakupione na Zachodzie bardzo obiecujące rodowodowo dwulatki – dwie klaczki i dwa ogierki, jeszcze bez nazw własnych. Na dzień dzisiejszy najlepiej prezentuje się ogierek po świetnym Mukhadram (1,9 mln funtów na koncie) od klaczy Tabassum. Wyjątkowo ciekawym rodowodem legitymuje się klaczka po ogierze Zarak, synu wysoko cenionego w hodowli Dubawi, od fantastycznej i niepokonannej klaczy Zarkava, która ma wyjątkowy bilans startów 7/7 oraz 4,7 mln USD na koncie z wygranych nagród. Matką tej ciekawej rocznej klaczki ze stadniny "Pegaz" jest Zallaja z hodowli Agi Khana. "Pegaz" wystawia w przyszłym roku do boju także klaczkę po angielskim derbiście Wings of Eagles od Chokhani po Dalakhani oraz półbrata bardzo dobrej Furii – ogierka po Mastercraftman od Fair Breeze. Cztery dwulatki będą trenowane przez Andrzeja Walickiego i wkrótce otrzymają nazwy własne.

Foto: Tor Wyścigów Konnych Służewiec

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA