Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

dzisiejsza
pogoda

-1°
-4°

Królowa sportu na wygnaniu

06-03-2019 21:18 | Autor: Maciej Petruczenko
Las rąk z mikrofonami i kamerami, jaki wyrósł przed lekkoatletyczną reprezentacją Polski, która w poniedziałek 4 marca wylądowała na lotnisku Chopina, to było najdobitniejsze świadectwo wartości sukcesu ekipy PZLA, wracającej z Halowych Mistrzostwach Europy w Glasgow jako numer jeden tabeli medalowej (5 złotych i dwa srebrne trofea).

Tłum reporterów dobijał się do sprinterki Ewy Swobody, średniodystansowca Marcina Lewandowskego, tyczkarzy Pawła Wojciechowskiego i Piotra Liska... No cóż, lekkoatleci, podobnie jak siatkarze i skoczkowie narciarscy, konsekwentnie przeciwstawiają się utartemu już od lat żartobliwemu powiedzeniu: odwróć tabele, Polska na czele – jakie adresuje się najczęściej do piłkarzy.

Mnie jednak na lotnisku było trochę smutno. I to nie tylko dlatego, że w reprezentacji zabrakło już naszego ursynowskiego sąsiada, dwukrotnego mistrza olimpijskiego Tomasza Majewskiego, który zakończył sportową karierę. Dużo większym smutkiem napawał mnie otóż fakt, iż w owym 31-osobowym teamie wracającym z Glasgow znalazł się tylko jeden lekkoatleta ze stolicy, a był nim uczestnik sztafety 4 x 400 metrów Dariusz Kowaluk, zawodnik AZS AWF, niemający – jak dotychczas – sukcesów międzynarodowych na koncie.

Od wielu lat przychodzi mi pisać z goryczą o upadku sportu wyczynowego w Warszawie, bowiem ta dziedzina akurat mocno się zagubiła w momencie transformacji ustrojowej, którą – można powiedzieć – bez jakichkolwiek strat przeszedł na przykład warszawski teatr, chlubiący się dziś nie tylko publicznymi, ale i prywatnymi scenami. Ze sportem wyczynowym stało się całkiem odwrotnie.

Wpadł mi ostatnio w ręce „Przegląd Sportowy”, w którym 50 lat temu wymieniono duże obiekty sportowe, jakie powstały po wojnie w Warszawie, dołączając do przedwojennych aren, o których powstanie zadbało kilku ówczesnych prezydentów miasta, przekazującym klubom działki za darmo. Cechą sportowego krajobrazu stolicy w roku 1970 było to, że w każdej dzielnicy istniał przynajmniej jeden stadion piłkarsko-lekkoatletyczny. Na Mokotowie były to już nie tylko stadiony, ale większe kompleksy obiektów do sportu wyczynowego – Warszawianki i Gwardii oraz boisko Delty (przez pewien czas Sadybianki) przy ul. Jeziornej, gdzie wiele lat później szlifował talent piłkarski sam mistrz Robert Lewandowski, obecnie gwiazdor Bayernu Monachium.

Lewandowskiego – jak wiadomo – nie chciała utrzymywać w składzie Legia, którą dziś trudno nazwać drużyną warszawską, skoro jest po większej części po prostu Legią Cudzoziemską, korzystającą jednak z nowo wybudowanego przez miasto stadionu przy ulicy Łazienkowskiej. Jeśli chodzi o piłkę nożną na terenie Mokotowa natomiast, to – po zlikwidowaniu stadionów Gwardii i Warszawianki – ostatnimi Mohikanami tej dyscypliny w obrębie dzielnicy są gracze wspomnianej Delty ze swym skromniutkim boiskiem na uboczu. Wbrew planom sprzed dwudziestu paru lat nie zbudowano nowych obiektów sportowych na Stegnach, gdzie pozostaje jedynie lodowy tor, a obok niego wyrastają jeden po drugim jak nie apartamentowce, to biurowce. Na Ursynowie mamy jeden jedyny stadionik przy Koncertowej z niepełnowymiarowym boiskiem piłkarskim i takąż bieżnią. Decyzja o budowie regularnego stadionu piłkarsko-lekkoatletycznego w obrębie SGGW przy Nowoursynowskiej jest wciąż odwlekana i można tylko wspominać z rozrzewnieniem, że nieopodal, w miejscu, gdzie ostatnio powstały nowe bloki mieszkalne okolone bunkrami dawnego carskiego fortu Służew, istniało bardzo dobre boisko piłkarskie, należące do stacjonującej tam jednostki wojskowej. Obok fortu jednak – najpierw postawili sobie wille prominentni generałowie stanu wojennego, boisko zlikwidowano, a potem już całą okolicę opanowali deweloperzy, o sporcie zaś nikt nawet nie myślał.

Lekkoatletom akurat już od dawna rzucano w Warszawie kłody pod nogi, wyjąwszy może położenie tartanu na stadionie Orła przy Podskarbińskiej, jak na złość – fatalnie usytuowanym od strony komunikacyjnej. Ciosem nokautującym dla królowej sportu w stolicy okazała się decyzja byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, który przesądzając o charakterze państwowego obiektu, jakim jest Stadion Narodowy (następca Stadionu Dziesięciolecia) – wykluczył zainstalowanie tam tartanowej bieżni i rozbiegów. Dlatego Marcin Rosengarten, organizator znakomitej imprezy lekkoatletycznej, jaką jest Memoriał Kamili Skolimowskiej, musiał poprosić o prowizoryczne położenie zaledwie stumetrowej płachty tartanu, żeby na Narodowym mógł wystartować najszybszy człowiek świata Usain Bolt. O biegach okólnych wszakże już nie mogło być mowy. Nic dziwnego więc, że Memoriał Skolimowskiej, tak samo zresztą jak Memoriał Janusza Kusocińskiego, musiał wynieść się z Warszawy. Pamięć Kamili, która wychowała się na stołecznym Mokotowie, czci się teraz na pięknie zmodernizowanym Stadionie Śląskim w Chorzowie. Są przymiarki, żeby po Skolimowskiej, zmarłej w 2009 mistrzyni olimpijskiej w rzucie młotem, wyrwać teraz Warszawie kolejną supermłociarkę, obsypaną rekordową liczbą tytułów Anitę Włodarczyk. Ma ona ewentualnie przejść z warszawskiej Skry do AZS AWF Katowice, a przy tej afiliacji klubowej zostać jednocześnie twarzą Stadionu Śląskiego.

Na razie pozostaje jeszcze sportową Twarzą Warszawy, wygrawszy po raz szósty plebiscyt na najlepszego sportowca miasta, ale raczej długo już nie zagrzeje miejsca w RKS Skra, zadłużonym po uszy i wciąż czekającym na nowy stadion tartanowy, bo dotychczasowy obiekt stał się nieoczekiwanie najbardziej zabytkową ruiną stolicy. Całe szczęście, że w stołecznym budżecie już zarezerwowano środki na przewrócenie pełnej funkcjonalności i jednocześnie zmodernizowanie kompleksu Skry. Jeśli jednak miasto nie dogada się z państwem (czyli prezydent Warszawy z ministrem sportu) – nowy stadion lekkoatletyczny przy Wawelskiej jeszcze długo nie powstanie.

Wróć

Inne artykuły

Ucieczka ulicami Ursynowa Zarzuty za niezatrzymanie się do kontroli drogowej, użycia siły wobec policjantki w celu zmuszenia jej do zaniechania czynności służbowej i utrudnianie prowadzenia postępowania karnego poprzez ukrywanie tożsamości sprawcy i przyjmowanie winy za siebie, to konsekwencja nieprzemyślanych decyzji podjętych przez dwóch mężczyzn w związku z kontrolą drogową.
Ursynowianie będą wiedzieć jak głosowali radni W ramach realizacji projektu budżetu partycypacyjnego „Obywatele Ursynowa wiedzą, jak głosują radni – zakup elektronicznego systemu do jawnych głosowań w Radzie Dzielnicy” zakupiono 27 tabletów oraz licencje do systemu eSesja (25 licencji dla radnych, 5 dla członków zarządu i 5 dla administratorów – pracowników Zespołu Obsługi Rady). Ten projekt został zrealizowany dzięki poparciu 2 059 osób. Dzięki wyborowi głosujących i zastosowanej technologii usprawniono przebieg posiedzeń, a mieszkańcy mogą bezpośrednio śledzić aktywność uczestników sesji.
Spontaniczna pomoc ursynowian dla pogorzelców Poniedziałek 11 marca, godz. 18, pora powrotu mieszkańców Ursynowa do domów. Płomienie i czarny dym z okien ostatniego piętra widoczne z daleka, syreny pięciu zastępów straży pożarnej, karetka, później policja. Tak wyglądała sceneria ratownicza pożaru mieszkania na 9 piętrze bloku przy ul. Teligi 4. Zniszczeniu uległ praktycznie cały dobytek mieszkańców. Na szczęście obyło się bez ofiar, zapewne dlatego, że właścicieli nie było w mieszkaniu.
Wpadła trójka handlarzy narkotyków Mokotowscy kryminalni zatrzymali trzech mężczyzn podejrzanych o posiadanie znacznej ilości narkotyków. Funkcjonariusze operacyjnie ustalili, że 43-letni Jarosław D. jego o 10 lat młodszy brat oraz współpracujący z nimi 31-letni Kamil G. mogą trudnić się rozprowadzaniem środków psychoaktywnych.