Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Kim są Polacy?

16-09-2020 20:43 | Autor: Tadeusz Porębski
Kim, my Polacy, naprawdę jesteśmy? Czy – jak mawiał po wojnie brytyjski premier Winston Churchill – narodem bohaterów rządzonym przez kretynów? A może – jak z kolei twierdzi dzisiaj większa część polskich elit kulturalnych – narodem schamiałym i prostackim, który dobrowolnie oddał się PiS-owi w pacht za kilka setek otrzymywanych z tytułu wdrożenia w życie programu 500+ i kilku innych traktowanych przez elity jako rozdawnictwo i czysty populizm? Druga kadencja Andrzeja Dudy oraz nieustające poparcie dla PiS i Zjednoczonej Prawicy rzędu ponad 40 proc. mogą świadczyć, że w dzisiejszej Polsce elity kulturalne oraz intelektualne mają niewielką siłę przebicia.

Płacimy dzisiaj frycowe za ewidentne błędy w rządzeniu państwem przez Unię Wolności, zwaną partią moralnych autorytetów, Sojusz Lewicy Demokratycznej z pseudolewicowymi przystawkami i kanapami trafnie określany jako „kawiorowa lewica”, jak również Platformę Obywatelską, która miała swoje 8 lat, ale całkowicie odwróciła się od prostego człowieka. Nic dziwnego, że kiedy pojawił się Jarosław Kaczyński w przebraniu brata-łaty ze swoimi obietnicami socjalnymi, zmiótł polityczną konkurencję z powierzchni ziemi. Być może na długie lata, bo prostego ludu jest w naszym kraju o wiele więcej niż pławiących się w sławie i luksusach kulturalno-intelektualnych elit.

Na początku XXI wieku hiszpańska fundacja BBVA bardzo solidnie zbadała przekonania i postawy Europejczyków w dziesięciu krajach Unii. Hiszpanie zapytali: „jak bardzo interesują cię informacje” o świecie, Europie, twoim kraju i twoim mieście albo miejscowości. Tylko w jednej kategorii Polacy nie byli najmniej zainteresowani (i zajęli przedostatnie miejsce). Europą jeszcze mniej niż Polak interesuje się przeciętny Brytyjczyk. Ale Wielka Brytania to osobna wyspa poza naszym kontynentem. Polski brak ciekawości stał się przysłowiowy. W odróżnieniu od większości Europejczyków nie śledzimy wydarzeń, a jeśli nawet, to często ich nie rozumiemy. Prasę czytamy ponad trzy razy rzadziej niż przeciętny mieszkaniec Unii. Tylko co dziesiąty Polak codziennie czyta jakąś gazetę na papierze. Sześć razy rzadziej niż Szwedzi, pięć razy rzadziej niż Holendrzy, cztery razy rzadziej niż Niemcy, trzy razy rzadziej niż Anglicy i Francuzi oraz dwa razy rzadziej niż Czesi.

Badacze BBVA stworzyli cztery kategorie: bardzo aktywnych Nordyków (Szwecja, Dania, Norwegia), dość aktywne europejskie jądro (Francja i Niemcy), niezbyt aktywny krąg, w którym umieszczono Hiszpanię, Włochy, Wielką Brytanię i Czechy, oraz czwartą kategorię, do której zakwalifikowano... tylko Polskę. Tak więc politycznie i geograficznie jesteśmy częścią Europy, ale społecznie i kulturowo mamy z europejskością niewiele wspólnego. W Polsce od wieków najbardziej wpływową instytucją jest Kościół Rzymskokatolicki, który obecnie tkwi w głębokim kryzysie. Masowa pedofilia wśród katolickich kapłanów oraz ponadprzeciętna pazerność hierarchów mocno nadszarpnęły wizerunek „Świętego Kościoła”, mimo to w Polsce katolickie świątynie są pełne. Kościół Rzymskokatolicki jest od zarania dziejów hamulcowym postępu. Niestety, nic nie zapowiada, że wiodąca rola tej instytucji w życiu społecznym i politycznym naszego kraju szybko osiągnie swój kres.

Prawda jest taka, że największy latyfundysta w Polsce nie wytworzył swojego gigantycznego bogactwa sumienną, ciężką pracą, lecz został w skali wieków wywianowany przez arystokrację i w mniejszej części przez państwo. Zdychający z przeżarcia i nadmiaru spożytego alkoholu wielmoża jak ognia bał się ognia piekielnego, będącego karą za hulaszczy tryb życia. Wtedy zjawiał się kapłan z ostatnim namaszczeniem i obiecywał odpust całkowity bądź częściowy w zależności, ile wiosek hulaka zapisze w testamencie danej parafii. I hulaka zapisywał co tylko mu podsunięto, sprytnie mniemając, że na tamtym świecie bardziej przyda mu się udzielone przez księdza odkupienie wieczne, niż posiadane w życiu doczesnym dobra. Z ewidentnym oszustwem, jakim były odpusty, jako pierwszy próbował rozprawić się Marcin Luter (właściwie Martin Luther), żyjący w latach 1483 – 1546 mnich augustiański, niemiecki buntownik religijny, doktor teologii i tłumacz Biblii. Popularny w czasach średniowiecza dwuwiersz „Skoro pieniądz w szkatule zadzwoni, duszę z czyśćca do nieba wygoni” – zachęcał w szczególnie jarmarczny sposób do sprzedawania odpustów. W dniu 31 października 1517 r. Luter przybił do drzwi katedry zamkowej w Wittenberdze swoje 95 tez będących wezwaniem do publicznej dysputy religijnej na temat istoty i skuteczności odpustów. W poniedziałek 10 grudnia 1520 r. na przedmieściach Wittenbergi spalił na stosie papieskie księgi prawnicze wraz z bullą. Trzy tygodnie później papież Leon X ekskomunikował Lutra.

Powróćmy jednak do tematu wiodącego, czyli – jacy jesteśmy? Z całą pewnością nie jesteśmy narodem postępowym. Ciągle sycimy się przeszłością, przede wszystkim martyrologią, zapominając o przyszłości. Czcimy przegrane powstania i bitwy oraz ludzi, których nie powinniśmy czcić, jak choćby powojennego bandytę o pseudonimie „Ogień”, którego nagle uczyniono wybitnym bojownikiem o wolność i demokrację. Na pewno nie jesteśmy narodem utalentowanym – kilkoro ledwie noblistów to zbyt mało na prawie 40-milionowy kraj, który przez długi czas był dwa razy większy. Obrazów naszych malarzy nie ma w prestiżowych muzeach, nikt poza granicami Polski nie chce czytać dzieł naszych pisarzy i literatów (wyjątkami są Szymborska i Tokarczuk – to za mało). Genialny kompozytor Fryderyk Chopin przyszedł na świat na Mazowszu, ale jego ojciec był Francuzem, więc zgodnie z kodeksem Napoleona był nim również Fryderyk. Od lat Francja i Polska „wydzierają” sobie najsłynniejszego pianistę doby romantyzmu. Zdaniem wielu, Chopin bynajmniej nie był polskim kompozytorem, ponieważ nosił francuskie nazwisko, a jego ojciec urodził się we Francji.

Nie jesteśmy też narodem wielu odkrywców i wynalazców, jak Niemcy. Jeśli pominąć astronomiczne odkrycia Mikołaja Kopernika, chemiczne dokonania Marii Skłodowskiej-Curie oraz sukcesy Jana Czochralskiego jako poniekąd prekursora amerykańskiej Doliny Krzemowej i wynalazki „polskiego Edisona” Jana Szczepanika – w zasadzie nic nie wymyśliliśmy poza lampą naftową. Autorem tego topornego urządzenia był Ignacy Łukasiewicz, a współautorem blacharz Adam Bratkowski. Toporny wynalazek miał zbiornik z grubej blachy połączony z cylindrem z miki. Niewielu Polaków natomiast ma świadomość, że autorami połowy wynalazków tego świata są nasi sąsiedzi Niemcy, którzy Polakom często kojarzą się z tępymi Szwabami. Tymczasem „tępe Szwaby” znane są z licznych przełomowych wynalazków – od auta, poprzez aspirynę, po rozszczepienie jądra atomu. Ale nie tylko. W 1980 r. Karlheinz Brandenburg wynalazł MP3, co wywróciło świat dźwięku do góry nogami. Dziełem niemieckich wynalazców są m. in. dziurkacz, wiertarka elektryczna, filtr do kawy, silnik wysokoprężny, akordeon, choinka bożonarodzeniowa, korki piłkarskie, taksometr, a Werner von Braun – niemiecki uczony, konstruktor rakiet; podczas II wojny światowej współtwórca pocisków balistycznych V2, po wojnie stał się czołowym współtwórcą programu kosmicznego USA i pionierem podboju kosmosu. Na wyliczenie wszystkich wynalazków niemieckiego autorstwa nie wystarczyłoby miejsca nie tylko w tym felietonie, ale w całym wydaniu „Passy”. Z czego i z kogo natomiast mogą być dumni Polacy?

Powiem prawdę – nie wiem. Może istotnie z Mikołaja Kopernika? A może z piłkarza Roberta Lewandowskiego? Wiem natomiast z czego nie możemy być dumni. Ze słynnej na całym świecie polskiej bylejakości, którą w naszym życiu publicznym widzimy na każdym kroku – od sceny politycznej poczynając. Ostatni festiwal piosenki polskiej w Opolu to pokaz tandety, jakiej świat nie widział. Nie mogłem doliczyć się osób prowadzących to targowisko próżności, ale było ich chyba osiem. Rozmowa nieutalentowanej piosenkarki Natalii Kukulskiej z niewątpliwie utalentowaną matką – nieboszczką to po prostu żenada. Kto to, na Boga, wymyślił? Postęp bylejakości w naszym pięknym kraju jest zastraszający. Jakieś „Wyspy miłości”, „Sanatoria miłości”, seriale o złomiarzach, życiu lombardów – to jest dzisiejsza prawda czasu i prawda ekranu. Dlatego coraz częściej chowam się w świecie, którego już nie ma. W świecie dawnego kina, dawnej piosenki i dawnych wykonawców, posiadających przygotowanie sceniczne, głos, a przede wszystkim nie sepleniących. Z ekranu telewizora coraz częściej wieje taką grozą, że telewizyjna oferta jest nie do przyjęcia dla średnio inteligentnego i średnio wymagającego człowieka.

Jest jednak kilka obszarów, na których jesteśmy nie do pobicia. Mało które z europejskich społeczeństw ma takie wysokie zaufanie do księży jak my. A jednocześnie nikt nie jest tak nieufny, jak Polacy, wobec lekarzy, naukowców i nauczycieli. Może ten odwieczny brak zaufania do naukowców i nauczycieli jest powodem, że mamy pod górkę, jak idzie o postęp, myśl techniczną i wynalazki. Genotyp Polaka jest skażony przez Tatarów, Turków, Siedmiogrodzian, Krzyżaków, Szwedów, Rosjan i cholera wie jeszcze kogo. Polskie kobiety przez wieki cierpiały gwałty i przemoc, więc moim skromnym zdaniem nie da się ustalić kim tak naprawdę są Polacy.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA