Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Jak długo musi trwać maskarada?

22-07-2020 20:19 | Autor: Maciej Petruczenko
Żarty na bok! Koronawirus był, jest i jeszcze długo będzie. Dzienna liczba zachorowań w Polsce wciąż się nie zmniejsza i każdego ranka dowiadujemy się o kolejnych kilkuset przypadkach. Najwyższe środki ostrożności wciąż powinny być stosowane. Jeśli ktoś nie wierzy medycznym specjalistom, może poprosić o radę słynnego podróżnika Jacka Pałkiewicza, który z niejednego pieca chleb jadał. Przewłóczył się przez najbardziej niebezpieczne dżungle, przez pustynię Sahara, przez biegun zimna, samotnie przepłynął szalupą Atlantyk blisko 50 lat wcześniej niż kajakiem dokonał podobnego wyczynu Aleksander Doba.

W trakcie licznych, bardzo niebezpiecznych podróży zdążył Pałkiewicz złapać malarię. A gdy był jeszcze w apogeum swoich podróżniczych wyczynów, postanowił nauczyć się sztuki przeżycia (survivalu). I to nie tylko tam, gdzie dzikie zwierzęta, gdzie trzęsienia ziemi, gdzie sztormy, gdzie ludożercy, ale i w wielkim mieście, które też można uznać za swoistą dżunglę, a już na pewno za wylęgarnię chorób.

No i ten doświadczony obieżyświat – od samego początku epidemii koronawirusa – nie próbuje się włóczyć nawet po Warszawie, tylko siedzi cięgiem w swoim żoliborskim lokum wraz z małżonką, wychodząc tylko raz na kilka dni do pobliskiego sklepu. Jacek i Linda, którzy pół życia spędzili we Włoszech i doskonale wiedzą, jak liczne grono ich znajomych wpędził do grobu koronawirus, doskonale wiedzą, jak niebezpieczna jest ta zaraza dla osób w starszym wieku. A przecież atakuje też coraz młodszych...

Powołuję się na opinię Pałkiewicza i sam staram się w miarę zachowywać ostrożność, utrzymywać dystans społeczny i nosić maseczkę tam, gdzie jest to naprawdę potrzebne. Oczywiście, wielu mądrali powie, że życie codzienne to nie jest bal maskowy i nie ma się co wygłupiać. Bogiem a prawdą jednakże – lepiej dmuchać nawet na zimne.

W skali światowej – uwzględniając liczbę zakażeń na 100 tysięcy mieszkańców – największa zachorowalność występuje w USA (1200), Brazylii (1000), Szwecji (800), Hiszpanii (600) i we Włoszech (400). W skali regionalnej najbardziej są dotknięte koronawirusem południe i zachód Stanów Zjednoczonych, blisko 60 procent kontynentu Ameryki Płd, Półwysep Arabski i cała Eurazja.

W Niemczech planuje się obowiązkowe badanie pod kątem Covid-19 każdego pasażera powracającego samolotem z zagranicy. Wszędzie widać bowiem przejawy lekceważenia wirusa, zwłaszcza przez ludzi młodych, którzy nawet nie chcą słyszeć o noszeniu maseczek i utrzymywaniu dystansu społecznego. Nasz dziennikarz Bogusław Lasocki dokumentuje takie zachowania młodzieży warszawskiej nad Wisłą. Podobnie jest jednak we wszystkich innych krajach Europy.

Rośnie liczba infekcji w Japonii, a w Chinach pojawiają się wciąż kolejne ogniska zarazy i musiano np. odciąć tam od świata 3,5-milionowe miasto Urumqi, które zostało już określone mianem nowego Wuhan. W Kolumbii na terenach prowincjonalnych do nieszczęścia wynikającego z epidemii dochodzi terroryzm wykorzystujących sytuacje uzbrojonych grup. W USA prezydent Donald Trump – z całą bezceremonialnością – kazał się wynosić wszystkim zagranicznym studentom, którzy z powodu koronawirusa mieliby kontynuować jesienią naukę tylko online. Muszą zatem wracać w rodzinne pielesze nawet sportowi stypendyści uniwersytetu Harvarda. W sumie ta grupa wypędzanych obejmuje milion osób. W tym niemało Polaków.

Słusznym akurat żądaniem Trumpa jest obowiązkowe noszenie maseczek przez Amerykanów. Jego zdaniem, ich zakładanie na twarz będzie nawet wyrazem patriotyzmu. Poprzednio uważał to za bezsens i zawracanie głowy...Dopiero 11 lipca sam pojawił się w maseczce, podkreślając jak taka ochrona jest potrzebna. No cóż, tylko w ostatnich dwóch tygodniach zaraziło się koronawirusem blisko 100 tysięcy obywateli USA. Najbardziej zagrożone są Floryda, Georgia, Teksas, Arizona i Kalifornia.

Dzielnie broni się przed epidemią, a właściwie pandemią Unia Europejska, którą tak lekceważąco nasz prezydent Andrzej Duda nazwał całkiem niedawno „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”. Teraz okazuje się, że – jak zameldował w Sejmie po powrocie ze szczytu w Brukseli premier Mateusz Morawiecki – ta wyimaginowana wspólnota zapewni nam rekordowej wielkości fundusze na wsparcie gospodarki nadwerężonej pandemią. Nie wiem więc, kiedy nasi przedstawiciele władzy mówią coś serio, a kiedy po prostu żartują albo wprost kpią z czegoś, co jest dla Polski sprawą kluczową.

Gdy Andrzej Duda wypowiadał publicznie tak skandaliczną opinię, zdążył jeszcze dodać, że dopiero kiedy nasze sprawy zostaną rozwiązane, będziemy się zajmować sprawami europejskimi – „a na razie niech nas zostawią w spokoju i pozwolą nam naprawić Polskę, bo to jest najważniejsze” – podkreślił. No cóż, teraz to już nasi przedstawiciele władzy nie narzekają, widząc, że solidarność europejska to nie jest jakowaś mrzonka i że nie chodzi tu bynajmniej o wyimaginowaną wspólnotę, lecz o rzeczywisty związek państw, które potrafią wspólnie zapobiegać kryzysowi.

Mam nadzieję, że wobec niebezpieczeństwa, jakim jest epidemia, nie będzie już w Polsce jakichkolwiek rozgrywek politycznych, tylko wspólny wysiłek, żeby przeciwstawić się złu. O ile prezydent Trump – pewnie słusznie – przypisuje cała winę za rozprzestrzenienie zarazy Chińczykom, o tyle prezydent Duda zdradził niedawno w rozmowie telefonicznej z żartownisiami rosyjskimi, że nam to nanieśli koronawirusa Ukraińcy. Nie wiem, skąd akurat zaczerpnął taką wiedzę. Lepiej chyba byłoby, gdyby w celu wyrobienia sobie właściwych poglądów sięgnął do w pełni wiarygodnych źródeł.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA