Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

dzisiejsza
pogoda

2°
-2°

Jak bida, to przez Żyda...

14-02-2018 23:03 | Autor: Maciej Petruczenko
Dyskusja na temat pilnej potrzeby uchwalenia tak zwanej dużej ustawy reprywatyzacyjnej znowu się ożywiła. Powodem jest odesłanie przez szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacka Sasina – opracowanego w Ministerstwie Sprawiedliwości projektu tej regulacji do poprawki. Projekt – jak wiadomo – zaprezentował w październiku ubiegłego roku wiceminister Patryk Jaki.

Założenia proponowanej ustawy to między innymi wykluczenie zwrotów w naturze i wypłacanie tylko 20-procentowych odszkodowań za nacjonalizację, przy czym do ich pobierania byliby upoważnieni wyłącznie sami właściciele lub ich bezpośredni spadkobiercy, co oznaczałoby przerwanie powszechnie krytykowanego handlu roszczeniami, który – zwłaszcza w Warszawie – doprowadził do wprost karygodnych wypaczeń, a przede wszystkim zwyczajnych oszustw, przyklepywanych, o dziwo, przez sądy.

Patryk Jaki tłumaczył kilka miesięcy temu, że gdyby Niemcy zechcieli nam zapłacić reparacje wojenne za napaść w 1939 i okupowanie Polski do 1945 roku, to byłoby nas stać na zapewnienie prywatnym właścicielom nieruchomości pełnych odszkodowań. Bez takiego zastrzyku finansowego z zewnątrz państwo nie może sobie, niestety, pozwolić na wspaniałomyślny gest. I takiemu stwierdzeniu wiceministra akurat trudno zaprzeczyć, bo już wcześniej władze RP dochodziły do wniosku, że po zaspokajającej w pełni poniesione straty akcji reprywatyzacyjnej budżet państwa zostałby zrujnowany. Wedle październikowego projektu państwo miałoby do zapłacenia 15-20 mld złotych, co jest kwotą jeszcze do wytrzymania – mówiono bezpośrednio po ogłoszeniu owych propozycji. Dlaczego zatem nagle nastąpił w tył zwrot i znowu zanosi się na to, że w procesie reprywatyzacji będzie się utrzymywać bałagan, a krzywdzeni będą nadal i sami właściciele lub ich potomkowie mający słuszne roszczenia, i mieszkający w znacjonalizowanych budynkach lokatorzy, którym ziemia zaczyna usuwać się spod nóg?

Nietrudno się domyślić, że jeśli nie wiadomo dokładnie o co chodzi, to chodzi na pewno o pieniądze. Niektórzy wiążą owo zastopowanie procedowania ustawy reprywatyzacyjnej z nagłym zaostrzeniem stosunków polsko-żydowskich na tle Holocaustu po znowelizowaniu ustawy o IPN, a zwłaszcza z pogorszeniem relacji z Izraelem, bo to od razu wywołało negatywne sygnały pod naszym adresem ze strony Stanów Zjednoczonych. Wuj Sam mógłby już nie chcieć być dla Polaków dobrym wujkiem i na przykład nie sprzedałby nam po przystępnej cenie elementów obrony przeciwrakietowej systemu Patriot – tłumaczą co bardziej podejrzliwi. Faktem jest, że październikowy projekt został źle przyjęty przez World Jewish Restitution Organization, bo zakłada, że upoważnieni do otrzymania odszkodowań będą tylko ci obywatele RP, którzy w momencie nacjonalizacji przebywali na terenie naszego kraju.

Tymczasem wiceprezydent Warszawy Witold Pahl apeluje do premiera Mateusza Morawieckiego o przyspieszenie prac wokół nowego reprywatyzacyjnego garnituru, być może nie znając staropolskiego przysłowia, że tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Warszawiakom od razu się przypomina, jak w sprawach reprywatyzacji w stolicy ponaglał kiedyś panią prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz ówczesny wojewoda Jacek Sasin (zapomniał wół jak cielęciem był?)...

No cóż, polityczny kontredans trwa, a mnóstwo obywateli RP musi cierpieć na skutek braku oczekiwanych rozwiązań generalnych. Na domiar złego zaś, zgodnie z obowiązującymi na razie przepisami, odszkodowania i tak trzeba wypłacać albo zwracać nieruchomości w naturze. I tak zatem źle, i tak niedobrze. Co gorsza, wobec sporów polsko-żydowskich na temat Holocaustu już teraz słychać głosy antysemitów, wróżących, że wróci przedwojenny układ, o którym złośliwie mówiono: nasze ulice, wasze kamienice, pijąc do zawłaszczania nieruchomości przez bogatych Żydów.

Skoro więc mamy na nowo napięcie na tej linii, warto przypomnieć, że w kilkusetletnich relacjach Lechici – Semici wprawdzie różnie bywało, na pewno jednak ci pierwsi stworzyli tym drugim najlepsze dla nich w Europie warunki bytowania, a przede wszystkim zarabiania. No i nie Lechitom, jeno Germanom przyszła chętka, żeby zmusić Żydów do opuszczenia ziemi polskiej przez komin. Właściwie – od kiedy król Kazimierz Wielki nadał Żydom (w 1334) przywilej nazwany Statut Judeorum, nie mieli oni w Polsce źle, a w międzywojniu 1918-1939 stanowili bodaj aż 10 procent obywateli RP. Dzisiaj Żydzi zarzucają Polakom współudział w Holocauście, a także w rabowaniu pożydowskiego mienia, co w niemałym stopniu jest prawdą. Oskarżyciele Sarmatów zapominają wszakże o tym, że jeśli chodzi o politykę rządu emigracyjnego i państwa podziemnego – to w odróżnieniu od większości rządów zachodnioeuropejskich Żydom niesiono wyłącznie pomoc, a z kolei żydowskie sumienie obciążają długoletnie tradycje podłej lichwy (teraz przekształconej elegancko w „rynki finansowe”) i gorliwej współpracy z komunistycznymi rzezimieszkami, która doprowadziła do śmierci wielokrotnie większej liczby istot ludzkich niż wspomniany Holocaust. Zamiast więc skakać sobie do oczu w sporach o niechlubną przeszłość, lepiej się pojednać – wspominając chociażby wielkie zasługi zasymilowanych w Polsce Żydów na niwie nauki i kultury.

Jeden z najlepiej zasymilowanych, cytowany już w tym miejscu przez mnie wspaniały felietonista Antoni Słonimski napisał ironicznie w „Wiadomościach Literackich” już w 1926 roku: „Wolno pisać źle o kelnerach, Czechach, Niemcach lub posłach sejmowych /.../. Można wykazywać błędy kompozycji Michała Anioła, ale nie wolno pisać źle i rozumnie przeciw Żydom”. Otóż moim zdaniem, wolno tak pisać o kim się chce, chyba że się mieszka w kraju z narzuconą cenzurą. Dlatego wolę pozbawiony nienawiści i na poły sympatyczny przedwojenny dowcip: jak bida, to do Żyda (bo pożyczy kasę) – niż sprowadzanie wszystkich nieszczęść do wspólnego mianownika: jak bida, to przez Żyda, co wielu Polaków tak lubi sobie wmawiać.

Wróć

Inne artykuły

Radni już po ślubowaniu To już koniec fetowania wygranej w wyborach i pławienia się w błogim nastroju sukcesu. Nawet nie miesiąc, ale niespełna trzy tygodnie "miodowe" właśnie się skończyły wraz z potwierdzeniem słowem "Ślubuję" roty ślubowania, wypowiedzianym przez radnych Ursynowa w dniu 9 listopada podczas I sesji nowo wybranej Rady.
Koncert okazji 100-lecia odzyskania niepodległości W niedzielę 11 listopada przed ursynowską publicznością, licznie przybyłą do kościoła pw. bł. Władysława z Gielniowa, wystąpiła Orkiestra Kameralna Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Jana Lewtaka oraz soliści – Maria Machowska (skrzypce) i Maciej Wota (fortepian).
Seminarium dla mieszkanek Ursynowa W dniu 14 listopada 2018 r. odbyło się seminarium dla mieszkanek Ursynowa w ramach projektu „Praca – czemu nie?”. Projekt powstał z inicjatywy Zespołu Rozwoju Zawodowego Ośrodka Pomocy Społecznej Dzielnicy Ursynów m. st. Warszawy i jest skierowany do kobiet, mieszkanek Ursynowa, a jego celem jest zdiagnozowanie sytuacji społecznej i zawodowej kobiet w przedziale wiekowym 25 – 44 lata. W tym przedziale według statystyk Urzędu Pracy najwięcej kobiet jest zarejestrowanych jako bezrobotne.
Zakopower ma POWER! Jednym z najważniejszych wydarzeń zakończonego 11 listopada Tygodnia Polskiego na Ursynowie, zorganizowanego przez dzielnicę Ursynów z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, był koncert zespołu ZAKOPOWER.