Pamiętny radosny pląs Kaczyńskiego i ministrów z PiS na Jasnej Górze podczas pielgrzymki zorganizowanej przez redemptorystę – biznesmena Rydzyka, napełnił mnie niesmakiem graniczącym z obrzydzeniem. Wiarę i sacrum zainfekowano polityczną hucpą. Nie wykluczam istnienia nadprzyrodzonej siły nazywanej Bogiem i nie odcinam się od niej, ale właśnie wtedy dojrzałem do dokonania symbolicznego aktu apostazji, czyli oficjalnego wystąpienia z Kościoła Rzymsko – Katolickiego. Dlaczego jest to akt symboliczny? Dlatego, że prawo państwowe nie reguluje kwestii wystąpienia z Kościoła i nie da się na wieki wieków wypisać z kościelnych archiwów. W przypadku Kościoła katolickiego, nasz Naczelny Sąd Administracyjny wyraźnie uznaje wyłączność prawa kościelnego w kwestii uregulowania kwestii wystąpienia z kościoła. „Nie można zatem zwrócić się do sądu, by nakazał księdzu wykreślenie wiernego z ewidencji, osoba zainteresowana apostazją jest całkowicie zdana na łaskę i niełaskę regulacji kościelnych, które pozwalają na dużą uznaniowość” – tłumaczy prof. Paweł Borecki z UW.
O dziwo, obowiązuje zasada ustalona jeszcze przez sobór trydencki, że kto raz stał się katolikiem, ten pozostaje nim aż do śmierci. Mam gdzieś archaiczne zapisy trydenckiego soboru, dla mnie to żadne prawo. Nawiasem, średniowieczne poglądy hierarchów i uprawiane przez nich praktyki tuszowania gwałtów na nieletnich i molestowania dzieci przez funkcjonariuszy Kościoła katolickiego dawno zniszczyły moją wiarę w tę rzekomo świętą instytucję. Na kolejną czerwoną linię natknąłem się w publikacji tygodnika „Polityka”. Tak ten cieszący się zaufaniem publicznym tygodnik komentuje polityczną parodię odprawioną na Jasnej Górze: „Sanktuaria są miejscem kultu religijnego i nie powinny być miejscem wieców partyjnych. Niektórzy politycy chętnie się tam pokazują. Zwykle prawicowi i ultrakatoliccy. W nadziei, że im to pomoże zdobyć kilka głosów więcej. Mają prawo tam być, ale nie pląsać i wdzięczyć się do kamer, bo to żenujący pokaz obłudy… To, że tak się dzieje z politykami z taboru Kaczyńskiego jest winą władz kościelnych, które to tolerują, jak również katolików, którzy temu klaszczą”.
Moim zdaniem, już nie katolika, ale nadal chrześcijanina, Kaczyński i jego tabor splugawili naonczas pomnik naszej historii oraz narodowe sanktuarium za cichym przyzwoleniem przeora zakonu paulinów, ojca Samuela Pacholskiego. Fundator klasztoru Władysław Opolczyk – pochodzący z Piastów książę opolski, przewraca się dzisiaj w grobie. I dalej tygodnik „Polityka”: „Nie przeszkadza im (hierarchom kościelnym) podła, kłamliwa i destrukcyjna insynuacja Kaczyńskiego, że suwerenności Polski i przyszłości narodu „ktoś” w Polsce zagraża, a część społeczeństwa temu „komuś” ulega i żyje w urojonej rzeczywistości. Co te insynuacje – tchórzliwe, bo nie padają żadne nazwiska – mają wspólnego z troską o wspólnotę narodową i solidarnością? Wspólnoty ani solidarności nie buduje się na insynuacjach i złych emocjach, czy sianiu nieufności do Polaków mających inne zdanie w sprawach państwa i narodu…”. W stu procentach trafiona teza.
Upolityczniona religia i ureligijniona polityka to trucizny, które od transformacji ustrojowej w państwie w 1989 r. i początku polskiej demokracji zatruwają życie Polakom o ugruntowanym światopoglądzie. Europejskie państwo XXI wieku nie może dalej funkcjonować w chocholim, narodowo – klerykalnym tańcu. Znany od wieków sojusz tronu z ołtarzem stał się w Polsce za rządów PiS i Kaczyńskiego patologią. Oby nie powróciła ona zwielokrotniona po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. A może zamiast zjeżdżać kupą na Jasną Górę i oddawać się radosnym pląsom należałoby odwiedzić sąsiednią Republikę Czeską i skopiować to, co tam funkcjonuje idealnie – rozdział Kościoła od państwa i czeski system opieki zdrowotnej? Pisałem o tym wielokrotnie, jak również podnosiłem zupełnie niezrozumiałe obrzydzenie polskich polityków do czerpania dobrych sprawdzonych wzorów od sąsiadów. Skoro sami czegoś nie potrafimy nie wstydźmy się kopiować dokonania innych – to żaden wstyd.
Mamy dzisiaj kolejną odsłonę kolejnej bezsensownej politycznej hucpy w spektaklu pt. „Jak uzdrowić polską służbę zdrowia?”. Kolejne ekipy rządzące Polską jak ognia boją się powiedzenia swoim obywatelom prawdy w oczy: „Darmowa opieka zdrowotna to fikcja. Jeśli nie wprowadzimy symbolicznej odpłatności za świadczenia, nic się w naszej służbie zdrowia nie zmieni”. Czeski rząd nie miał takich obaw i będę o tym pisał do końca świata i jeden dzień dłużej, ponieważ czeski przykład należałoby oprawić w ramki i powiesić w gabinecie polskiego premiera i Rady Ministrów. Od 2011 r. udający się do lekarza obywatel Republiki Czeskiej powyżej 18 roku życia płaci za wizytę 30 koron, czyli na nasze około 5 zł. Za 90 koron (15 zł) Czech może wejść dzisiaj do lekarza specjalisty prosto z ulicy, bez potrzeby wyznaczania terminu. W Polsce też można wejść do specjalisty z ulicy, tyle że nie za 15, lecz za 300 złotych.
Już rok po wprowadzeniu reformy państwo czeskie pozyskało do budżetu 1,8 mld koron (około 300 mln zł) z tytułu wizyt w przychodniach, natomiast 1,3 mld koron (około 216 mln zł) pacjenci zostawili w szpitalach. Pod koniec 2010 r. aż 25 proc. z ogólnej liczby 3837 czeskich lekarzy złożyło wypowiedzenia z pracy z zachowaniem dwumiesięcznego okresu. Po 15 latach od przeprowadzenia reformy średnie zarobki lekarzy w Czechach wynoszą około 125 tys. koron czeskich brutto miesięcznie (około 21800 zł), za sam etat, bez dyżurów. W zależności od stażu, regionu i specjalizacji, 80 proc. czeskich medyków zarabia w przedziale od 56 do 155 tys. koron brutto (9800 – 27100 zł). Tu zderzamy się z polską patologią, czyli młodym szczylem w lekarskim kitlu (bez specjalizacji), który w 2025 r. zarobił w Szpitalu Południowym 1,6 mln zł. „W Czechach jest nie do pomyślenia, by ktoś poszedł do prywatnego lekarza, jeśli ma swojego rejonowego” – mówi MUDr Jan Karczmarczyk, anestezjolog, dyrektor nadgranicznego okręgu Frydek Mistek Zdravotnicke.
A Kościół katolicki w Czechach? W 2013 r. czeski parlament przegłosował ustawę o wypłacie rekompensat za nieruchomości komunalne wcześniej należące do kościołów w Czechach. Przez 30 lat czeski Kościół katolicki otrzyma w ratach 47,2 mld koron. W zamian za to zadeklarowano zaprzestanie wypłat wynagrodzeń dla duchownych z budżetu państwa, na co szło rokrocznie 1,5 mld koron. Jednakowoż obywatele Czech zapytali, czemu oni płacą podatki od wszystkiego, a Kościół katolicki ma być od tego obowiązku zwolniony. I w 2019 r. weszła w życie nowelizacja ustawy z 2013 r., która zakłada opodatkowanie (19 proc.) odszkodowań wypłacanych Kościołom przez państwo za majątek, którego nie można zwrócić w naturze. Nikt nie protestował i nie latał z krzyżami pod parlament.
Republika Czeska to jedno z najbardziej zlaicyzowanych europejskich państw. Jak się okazuje, życie bez ścisłych związków z panem Bogiem wcale nie jest usłane kolcami. Według Banku Światowego (bieżący) produkt krajowy brutto (PKB) czterokrotnie mniejszej od nas Republiki Czeskiej wynosi 432,6 miliarda USD, nasz jest niespełna trzykrotnie wyższy. Na całym świecie patentuje się około 1,6 miliona wynalazków rocznie, połowa pochodzi z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Japonii i Niemiec. Z Polski pochodzi zaledwie około 20 wynalazków rocznie, czyli 0,002 proc. opatentowanych w Europie. Czesi mają sto razy więcej patentów w ciągu roku. Za to my mamy Rydzyka z jego „Alleluja i do przodu!” oraz tabor Kaczyńskiego wspaniale pląsający na wszystkich publicznych uroczystościach religijnych.