We wtorek, 21 lipca, w Ursynowskim Centrum Kultury „Alternatywy” odbył się wernisaż wystawy prac Kasi Walentynowicz „Dżungla wyobraźni. Ilustracje nie tylko książkowe”. W wernisażu bardzo licznie i z ogromnym zadowoleniem udział wzięli najmłodsi mieszkańcy Ursynowa, do których, przede wszystkim, wystawa jest adresowana. Ta najnowsza ekspozycja, która potrwa w „Alternatywach” do 29 września, jest spotkaniem ze sztuką ilustracji, która nie zamyka się w granicach książkowej opowieści, lecz tworzy własny, autonomiczny świat. Znana i ceniona ilustratorka i graficzka Katarzyna Walentynowicz zaprasza widzów do rzeczywistości, w której fantazja staje się narzędziem poznania, a dziecięca wrażliwość – pełnoprawnym sposobem opowiadania o świecie wokół nas.
Artystka z niezwykłą uważnością przygląda się temu, czego często nie dostrzegamy, co niewidoczne na pierwszy rzut oka. Autorka prac zabiera widzów do niezwykłej dżungli – nie tej porośniętej egzotyczną roślinnością i zamieszkałej przez dzikie zwierzęta, lecz tej, która jeśli tylko zechcemy, może zaistnieć w naszej wyobraźni. Taką dżunglę zamieszkują stworzenia wymykające się wszelkim definicjom: trochę zabawne, trochę tajemnicze, czasem nieporadne, ale zawsze bardzo charakterne. To bohaterowie, którzy zdają się szeptać: „nie bój się patrzeć inaczej”.
Największą siłą prac Walentynowicz jest umiejętność budowania narracji za pomocą oszczędnych, ale niezwykle sugestywnych środków. Artystka celowo nie chce wszystkiego doprecyzowywać, dopowiadać, szczegółowo określać, przeciwnie, pozostawia wiele przestrzeni dla odbiorców, zachęcając nas do własnych interpretacji i do rozwijania własnego sposobu patrzenia na świat. Każda praca staje się początkiem historii, która może rozwijać się dalej w wyobraźni oglądającego.
Ekspozycja „Dżungla wyobraźni. Ilustracje nie tylko książkowe” jest również opowieścią o tym, jak ważną rolę odgrywa ilustracja we współczesnej kulturze. To nie tylko dekoracyjny dodatek do tekstu, ale samodzielny język komunikacji – zdolny mówić o emocjach, relacjach i sposobie patrzenia na rzeczywistość. Walentynowicz pokazuje, że świat widziany oczami dziecka nie jest uproszczony, lecz często bardziej wielowymiarowy i bardziej zachwycający niż świat dostrzegany przez dorosłych.
Wystawa w „Alternatywach” przekonuje nas, że wyobraźnia nie jest ucieczką od rzeczywistości, ale jednym z najważniejszych sposobów jej oswajania. To przestrzeń, w której można odzyskać ciekawość, zachwyt i gotowość do zadawania pytań. „Dżungla wyobraźni” pozostawia po sobie nie tyle konkretny obraz, ile pewien rodzaj spojrzenia – bardziej otwartego, wrażliwego i pełnego zdziwienia.
Ekspozycja została pomyślana jako przestrzeń żywego kontaktu ze sztuką. Obok oryginalnych ilustracji znalazły się elementy interaktywne, które zachęcają widzów do eksperymentowania, odkrywania i zabawy. Jest mnóstwo miejsc, w których można zrobić sobie fajne zdjęcie, są też wygodne pufy do siedzenia – wszystko pomyślane tak, by całe rodziny mogły tu wspólnie miło i ciekawie spędzić czas.
Kuratorem wystawy oraz jej pomysłodawcą jest dr Marek Kałużyński – zastępca dyrektora Ursynowskiego Centrum Kultury „Alternatywy”.
Rozmowa z Katarzyną Walentynowicz, autorką wystawy
KATARZYNA NOWIŃSKA: Pani ilustracje od lat zdobywają uznanie zarówno czytelników, jak i jurorów prestiżowych konkursów. Kiedy po raz pierwszy poczuła Pani, że ilustracja nie jest już tylko pasją, ale również drogą zawodową?
KATARZYNA WALENTYNOWICZ: Studiowałam projektowanie graficzne na warszawskiej ASP. Tam podczas zajęć z rysunku i malarstwa szybko odkryłam, że ciągnie mnie do czegoś więcej niż realistyczne odtwarzanie postaci czy martwych natur w formacie 100x70 cm – chociaż taka nauka proporcji to też ważny etap edukacji plastycznej. Spontanicznie coraz częściej zamieniałam ołówek i węgiel na flamastry, kredki, elementy kolażu także z wykorzystywaniem plastikowych zabawek czy naklejek; zmieniałam formaty papieru na małe kartoniki i tworzyłam prace coraz bardziej opierając się na wyobraźni i interpretacji, a coraz mniej na studium postaci czy przedmiotu. Jeden z profesorów od rysunku podczas okresowego przeglądu powiedział mi, że to są właściwie już ilustracje i że być może to jest moja ścieżka. Zachęcił mnie, żebym rozesłała zdjęcia prac do czasopism z zapytaniem o możliwość współpracy. Zrobiłam to tego samego dnia i niemal natychmiast dostałam pierwsze zlecenie od magazynu muzycznego „Machina”. Tak to się zaczęło. Jako pracownię licencjacką i magisterską bez wahania wybrałam już Pracownię Projektowania Książki i Ilustracji prof. Zygmunta Januszewskiego i Moniki Hanulak.
Pani książki i ilustracje są doceniane nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Czy dostrzega pani różnice w sposobie odbioru ilustracji przez polskich i zagranicznych czytelników?
Sprzedażą praw zagranicznych do większości moich książek zajmuje się Karolina Jaszecka prowadząca agencję Kabooks. Dzięki temu, że opiekuje się tym jedna osoba, mogę mieć jakiś obraz tego, w jakich rejonach świata nasze książki są najbardziej doceniane. Najwięcej zilustrowałam książek napisanych przez Annę Paszkiewicz – są to książki filozofujące, metaforyczne, poetyckie. Dzięki temu moje ilustracje nie muszą być dosłowne – zresztą jak dosłownie przedstawić takich bohaterów jak Coś, Nic, Wczoraj czy Jutro? Książki naszego duetu są tak zwanymi książkami obrazkowymi (picture books), można powiedzieć, że książkami autorskimi/artystycznymi – tego typu książki szczególnie ciepło przyjmowane w krajach azjatyckich – Chinach, Korei, Tajwanie, Turcji.
Czy ma pani taką książkę z dzieciństwa lub wczesnej młodości, której ilustracje szczególnie zapadły pani w pamięć? Co je wyróżniało?
Tak! „100 bajek” Jana Brzechwy z ilustracjami Jerzego Srokowskiego (wydawnictwo Czytelnik, wydanie z 1967 r., z ilustracją sowy na okładce). Ilustracje były stworzone farbami – gwaszami, temperami, do tego rysunek piórkiem i elementy kolażu, a całość utrzymana w ograniczonej palecie barwnej. Zachwycała mnie spontaniczność śladów po nakrapianiu tuszem, widoczne odbijanie lustrzane na papierze śladów farby, wycinanie pomalowanych kawałków papieru i sklejanie ich w formę kolażu. Było w tym tyle zachwycającego mnie spontanicznego gestu – przeciwieństwo wystudiowanych, realistycznych ilustracji, które nie poruszały mnie tak bardzo.
Jak wygląda proces przygotowanie ilustracji do konkretnej książki – czy zaczyna pani od rozmowy z autorem tekstu lub z przedstawicielem wydawnictwa? Czy konsultuje pani swoje pomysły z dziećmi?
Wiele zależy od tego, co to jest za książka. Na pewno pierwszym etapem jest wielokrotne czytanie tekstu, a dopiero po zapoznaniu się z nim konkretna rozmowa z wydawnictwem lub autorem na temat szczegółów i wizji. Zdarzało mi się też pracować nad książką z autorem tekstu, a dopiero po ukończeniu projektu szukaliśmy dla owej książki wydawcy. Jeśli chodzi o konsultacje z dziećmi, to tu od początku bardzo pomagała mi przyjaciółka Beata, która jako pierwsza miała córkę. Opinie Emilki były dla mnie źródłem wielu cennych wskazówek. Teraz chętnie słucham też opinii mojej córki, od kiedy ją mam. Nie chodzi o to, żeby stworzyć ilustracje całkowicie zrozumiałe przez czytelnika, bo cenię sobie możliwość mnogości interpretacji i poruszania różnych stun w zależności od danego odbiorcy. Chociaż tu muszę dodać – akurat dzieci rozumieją dużo więcej niż bardzo wielu dorosłych, są niesamowicie otwarte na pomysły i mają ogromną wyobraźnię. Dzieci często są bardziej spostrzegawcze ode mnie i moja córka potrafi wskazać mi nieścisłości lub przeciwnie – nieoczywiste tropy skojarzeniowe, które mnie zachwycają i chętnie podążam za nimi.
Co najbardziej lubi pani w swojej pracy?
Najbardziej cenię sobie w mojej pracy różnorodność oraz możliwość pracy przy tematach ważnych dla mnie i w moim odczuciu wartościowych.
Różnorodność – czyli pracę przy wielu projektach z bardzo wieloma osobami czy instytucjami, wydawcami, zarówno przy książkach, jak i materiałach edukacyjnych dla instytucji kultury, ale też przy projektach zupełnie wykraczających poza standardowe działania, jak chociażby aranżowanie wystawy w Alternatywach.
Jeśli chodzi o docenianie powierzanych mi tematów, to bardzo wierzę w siłę i rolę edukacji kulturalnej, ale też w wagę czytelnictwa. Cieszy mnie, że mogę na przykład ilustrować książki kształtujące wyobraźnię, rozwijające niesztampowe myślenie, ale też poruszające tak ważne kwestie jak samoakceptacja czy różnorodność. Z kolei praca przy materiałach edukacyjnych takich fundacji jak WWF czy CEO daje mi poczucie, że mogę dołożyć malutką cegiełkę do przystępności serwowanej wiedzy i dobrych praktyk, które te fundacje rozpowszechniają.
Co jest pani zdaniem najtrudniejsze w procesie przygotowywania ilustracji do książek dla dzieci?
Myślę, że najtrudniejsze jest przygotowywanie ilustracji do druku, bo to jest zwyczajnie najnudniejszy i najżmudniejszy etap. Po ekscytującym czasie pracy kreatywnej (wymyślanie koncepcji na poprowadzenie narracji obrazkowej, podejmowanie decyzji odnośnie techniki, praca nad poszczególnymi ilustracjami), trzeba pogodzić się z tym, że także i ten etap końcowy musi nadejść.
Którą z ilustrowanych przez panią książek szczególnie ciepło pani wspomina i dlaczego?
Z większością książek, które zilustrowałam, wiąże się wiele moich ciepłych wspomnień, jednak przełomowa jest dla mnie trylogia stworzona z Anną Paszkiewicz (pisarka) i Beatą Danowską (projektantka graficzna) dla Wydawnictwa Widnokrąg: „Coś i nic”, „Prawy i lewy”, „Wczoraj i jutro”. To te książki – dzięki otwartości wydawczyń (wielkie podziękowania dla Anny Nowackiej-Devillard za zaufanie od samego początku) i autorki – pozwoliły mi całkowicie puścić wodze fantazji, poeksperymentować z technikami czy poprowadzeniem niestandardowej narracji. To także książki, które zostały wydane w wielu krajach i językach, co jest doświadczeniem niezwykle poruszającym.
Jak zrodził się pomysł na wystawę w „Alternatywach”?
Pomysł narodził się dzięki panu dr Markowi Kałużyńskiemu – zastępcy dyrektora Ursynowskiego Centrum Kultury „Alternatywy”. Pan Marek Kałużyński został również kuratorem mojej wystawy. Mieliśmy okazję współpracować 5 lat temu podczas otwierania „Alternatyw” – wówczas stworzyłam ilustracje przedstawiające portrety patronów poszczególnych sal budynku. Propozycja zorganizowania wystawy pojawiła się niedawno. Nie sądziłam, że jej zorganizowanie w tak krótkim czasie jest wykonalne, początkowo chciałam wręcz odmówić ze strachu przed niewystarczającą ilością czasu, jednak dzięki pracy całego zespołu „Alternatyw”, na czele z kuratorem, efekt przerósł moje oczekiwania, a wystawa stała się dla mnie nieocenionym źródłem wzruszeń i wdzięczności!
Skąd czerpie pani inspiracje dla wymyślnych stworów i zwierząt?
Tak naprawdę na inspiracje do pracy twórczej składa się zbiór wszystkiego, co doświadczamy, o czym myślimy, kogo spotykamy, co widzimy, jak patrzymy, gdzie idziemy, czy jesteśmy uważni, jak jesteśmy wrażliwi. Wszystko to jest doprawione szczyptą przypadku i spontaniczności czy podświadomości.
Pani ilustracje zdobywają uznanie krytyków, ale przede wszystkim trafiają do dzieci. Czy zdarzyło się, że reakcja małego odbiorcy poruszyła panią bardziej niż prestiżowa nagroda?
Oj wiele razy! Wiadomości od rodziców, które zdarza mi się dostawać, czy spontaniczne opinie wypowiedziane przez dzieci podczas spotkań na żywo, wielokrotnie wzruszyły mnie do łez. Natomiast z powodu konkursów raczej nie zdarza mi się mieć mokrych oczu.
W Pani pracach natura często spotyka się z miejskim krajobrazem. Czy poprzez ilustrację próbuje pani przypominać, że nawet w świecie betonu i ekranów wciąż jest miejsce na zachwyt, czułość wobec przyrody i odrobinę magii?
Przede wszystkim bardzo wierzę w moc wyobraźni i wrażliwości – rozwijanie ich u dzieci jest bardzo ważne, bo pozwoli stać się im otwartymi na różnorodność i ciekawymi świata dorosłymi.