Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

dzisiejsza
pogoda

13°
4°

Dron na prezent – ale z rozwagą!

20-12-2017 22:16 | Autor: Bogusław Lasocki (Projekt Ursynów)
Zbliżanie się czas Wigilii, jak i kilka innych momentów do obdarowania prezentami młodszych i starszych dzieci, co często stanowi wielki ból głowy dla ich bliskiego otoczenia. Dla wujków i babć problem jest nieco mniejszy – wystarczy być pomysłowym, kupić dla "Mikołaja" odpowiedni, oryginalny prezent, którego dziecko jeszcze nie ma. Dla rodziców to rzecz trudniejsza, prezent musi spełnić dodatkowe kryterium – ma zająć dziecko na tyle skutecznie, aby dało tzw. święty spokój na dłużej.

W okresie mojej młodości wystarczyły gry typu "chińczyk", jakieś nakręcane samochodziki, klocki, lalki, misie. Podczas ważniejszych okazji, jako prezenty np. komunijne – wielką radość sprawiał zegarek czy rower. Jednak wkrótce oczekiwania zaczęły rosnąć. Dobrze wyposażony składak, rower górski, wreszcie motorynka czy quad, a w miarę tanienia i poszerzania się oferty zaawansowanej elektroniki – konsole do gier, komputery, tablety... Ale co zrobić, gdy dziecko to wszystko już ma, a rodzice chcą, by kolejny sprytny prezent sam z siebie dał dłuższą chwilę zajęcia i zadowolenia znudzonemu dziecku? Więc pojawiła się nowa grupa prezentów: to drony – zdalnie sterowane, latające czterowirnikowce.  Sprytnie podsycane zainteresowanie przez handlowców, proponujących latające maszynki jako potencjalne prezenty, trafia na podatny grunt.  Latają same, są nośnikiem najnowszej myśli technologicznej, są interesujące, rozwijają i są ... fantastyczną zabawką. Świetnie nadają się na prezent. Z okazji zwykłych – w cenie kilkuset złotych, ale również jako prezent komunijny w cenie 2 - 4 tys. zł, żeby rodzina nie pomyślała, że skąpi się dziecku. Tyle ze strony handlowców.

Czy jednak drony "zabawkowe" są takimi świetnymi zabawkami? Dla 12 - 14 -latka, u którego zaczynają się konkretyzować zainteresowania, może tak, jeśli byłby to prezent trafiony w jego predyspozycje, no i chęć poznania, jak taki dron lata i jak nim sterować. Ale dla 8 - 9 letnich dzieci raczej jeszcze nie. Po kilku minutach zainteresowania zwykle pojawiają się pomysły typu: a może czymś przytrzymać wirujące śmigiełko, a może włożyć tam palec, co się wtedy stanie? Małe zabawki latające, tzw. nanodrony, posiadają silniczki niewielkiej mocy i małe plastikowe śmigiełka, więc wielkiej krzywdy raczej nie zrobią, najwyżej skaleczą palec. Nanodrony są jednak zabawkami najtańszymi (do 150 zł) i w poczuciu wielu osób ich niewielka cena źle ilustrowałaby miłość do dziecka. Jednak już bardziej kosztowne latające zabawki (200 - 400 zł) dysponują kilkunasto watowymi silnikami i posiadają śmigła o długości nawet 10 cm. Taki dron może już poważnie pokaleczyć dziecko, a nawet i tatusia, posiadającego mniejsze predyspozycje techniczne. Największy problem stanowią ambitni posiadacze zasobnych portfeli, kupujący dzieciom półprofesjonalne drony o dużych możliwościach, m. in. wysokość lotu ponad 500 m i zasięg kilka km – ceny od 2000 zł. No bo jeśli w ubiegłym roku siostrzeniec Jacek dostał na komunię od rodziców quada, to nasz Januszek musi dostać coś odpowiednio kosztownego, czyli drona! W skrajnych przypadkach taki prezent jest dosłownie tym, czy przysłowiowa brzytwa w rekach małpy. Śmigła napędzane ponad 100 -watowymi silnikami zachowują się w praktyce jak kosiarka do trawy, więc nietrudno wyobrazić sobie skutki niewłaściwej obsługi nawet dla dorosłych, nie mówiąc o dzieciach. Niestety, w większych sklepach ze sprzętem rtv i sieciowych hipermarketach taki sprzęt występuje w szerokim wyborze.

Jednakże życie pokazuje, że nie da się przeciwstawić napływowi oraz dostępności gadżetów i nowinek technologicznych. Co więc zrobić?  Po prostu warto wybrać najmniejsze zagrożenie przy najniższych kosztach, a więc skupić się na najmniejszych dronach zabawkowych, czyli nanodronach. Dla starszego dziecka ważne będzie, że maszynka lata i można nią sterować. Przy stosunkowo niewielkim koszcie będzie to dobry test czy dron wkrótce trafi do kąta (czyli do śmietnika), czy jednak wywoła i utrzyma dalsze zainteresowanie. Jeśli tak – dopiero wtedy warto pomyśleć o jakiejś bardziej zaawansowanej maszynce latającej. Trzeba jednak koniecznie pamiętać, że zakup takiego prezentu dla dziecka niesie konieczność zapewnienia odpowiedniego nadzoru ze strony dorosłych, a loty powinny odbywać się w pomieszczeniach zamkniętych.

Większe i bardziej zaawansowane drony zabawkowe zachęcają do wyjścia na teren otwarty, gdyż dopiero wtedy można pełniej wykorzystać ich możliwości, polatać wyżej i dalej. Jednak w momencie wyjścia poza obręb budynku, nawet na terenie własnej posiadłości, kończy się samowola. Podwórko może być własnością prywatną, ale dosłownie wszystko powyżej, nawet tylko metr nad chodnikiem czy trawnikiem, ma już status przestrzeni powietrznej i podlega regulacjom prawnym nadzorowanym m. in. przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. Już w momencie oderwania się drona od ziemi jego operator staje się użytkownikiem przestrzeni powietrznej (nawet dziecko!) i jest obowiązany do przestrzegania prawa lotniczego. W przypadku jego naruszenia operator może ponieść odpowiedzialność karną (zagrożenie grzywną lub nawet karą pozbawienia wolności do 5 lat). Jeśli operatorem jest dziecko, odpowiedzialność ponosi opiekun prawny, czyli najczęściej rodzice.

Urząd Lotnictwa Cywilnego nadzorujący przestrzeganie prawa lotniczego, opublikował na swoich stronach www.ulc.gov.pl podstawowe zasady wykorzystywania tzw. bezzałogowych statków powietrznych czyli dronów (również zabawkowych) przez osoby prywatne. Obejmują one podstawowe zalecenia dotyczące lotów sportowych i rekreacyjnych, nie wymagających specjalnego zezwolenia ULC:

- loty na otwartej przestrzeni wyłącznie w zasięgu wzroku,

- zakaz lotów w pobliżu lotnisk,

- zakaz lotów nad ludźmi,

- w przypadku modeli powyżej 600 g zakaz lotów w mieście,

- zakaz lotów nad drogami.

Przepisy mogą wydać się przesadnie restrykcyjne. Jednak trzeba pamiętać, że w przypadku awarii jednego silniczka, z trzema nie uda się sterować lotem i dron spadnie w dół jak kamień. Mikrosilniczki szczotkowe mają żywotność 1 - 2 godziny pracy ciągłej i zaprzestanie ich działania podczas lotu, choćby na skutek wytarcia się szczotek, następuje prędzej czy później. Rekreacyjny dron o masie nawet tylko 200 g spadający z wysokości kilkudziesięciu metrów może zniszczyć parkujący samochód, stać się przyczyną wypadu komunikacyjnego, a uderzając w człowieka ciężko poranić lub nawet zabić. Średniej wielkości drony zabawkowe nie są już całkiem niewinnymi zabawkami, i warto, by dobrzy rodzice, babcie i wujkowe o tym pamiętali.

Wróć

Inne artykuły

Ogrody Wiedzy Rafała Trzaskowskiego Kolejny ursynowski briefing Rafała Trzaskowskiego, jak poprzednie w Parku Przy Bażantarni, odbył się w czwartkowe południe 18 października. Był piękny, ciepły i słoneczny dzień, więc nic dziwnego, że w parku było mnóstwo mamuś, babć i dziadków z maluszkami i starszymi dziećmi. I zarazem wymarzona sceneria, by opowiedzieć o koncepcji Ogrodów Wiedzy - Nauce Przez Zabawę.
Ciszewskiego-bis coraz bliżej Redakcji „Passy” udało się dotrzeć do wizualizacji kolejnego połączenia drogowego dzielnic Ursynów i Wilanów na przedłużeniu ulicy Ciszewskiego. Dzielnica Wilanów wydała decyzję środowiskową na budowę drogi, która po uprawomocnieniu pozwoli projektantom złożyć wniosek o pozwolenia na budowę.
Budowa nowych żłobków na Ursynowie Trwają prace budowlane przy ul. Cynamonowej oraz przy ul. Kazury. W ich wyniku powstaną na Ursynowie dwa nowe żłobki. Koszt realizowanych inwestycji to ponad 18 mln złotych. Łącznie powstanie 12 nowych oddziałów, z których każdy został przewidziany dla 25 dzieci, co pozwoli na stworzenie 300 nowych miejsc. Budynek przy Kazury powstanie jako żłobek integracyjny.
„Zakochani" z Pięciolinii 5 Blokowiska ursynowskie, gdyby nie tereny zielone, stanowiłyby kubistyczną pustynię budowlaną. Brak innych form przestrzennych, typowy dla wielkich zbiorowisk zabudowań, powoduje, że zwłaszcza zimą, gdy opadną liście, mamy wrażenie stąpania w świecie wielkich klocków.