Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

dzisiejsza
pogoda

28°
11°

Dom jest, parkingu nie ma...

13-12-2017 22:08 | Autor: Tadeusz Porębski
Nie lubią mnie na moim rodzinnym Mokotowie. Mam na myśli włodarzy dzielnicy urzędujących w budynku przy ul. Rakowieckiej 25/27. Mają powody i jednocześnie ich nie mają. Mają, bo w sprawie podejrzanej reprywatyzacji budynku przy ul. Narbutta 60 poddałem ich działania totalnej krytyce.

Chodziło o to, że mając od 1999 r. wiedzę o roszczeniach do tej nieruchomości, wpompowali w jej modernizację prawie ćwierć miliona złotych. Ponadto zaakceptowali operat szacunkowy, w którym pani rzeczoznawca wyceniła 1 mkw. powierzchni mieszkalnej w kompleksowo wyremontowanym budynku, posadowionym w jednej z najbardziej prestiżowych lokalizacji na Mokotowie, na... 4 tys. złotych (słownie cztery tysiące).

Gdyby nie upór "Passy" i nasz dwuletni bój o komunalny majątek, spadkobiercy byłych właścicieli Narbutta 60 otrzymaliby w prezencie zmodernizowane za publiczne pieniądze cacuszko i przytulili kilka milionów złotych. Włodarze dzielnicy nie powinni jednakowoż mieć do mnie pretensji, ponieważ w moich publikacjach dotyczących Narbutta 60 nie było słowa nieprawdy, czego dowodem jest brak choćby jednego sprostowania ze strony urzędu. Niestety, niniejszy felieton jest kolejną krytyką na mokotowskich urzędników, a konkretnie szefowej tamtejszej architektury pani Marii Schirmer.

Wydała ona prywatnemu inwestorowi decyzję o pozwoleniu na budowę (generalny remont i rozbudowę) budynku przy ul. Narbutta 58, który w 2015 r. został sprzedany przez dzielnicę w drodze przetargu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że decyzja prawdopodobnie narusza zapis lokalnego prawa. Czy tak jest w istocie zadecyduje wojewoda i sądy administracyjne. Czterokondygnacyjny budynek Narbutta 58 z siedmioma lokalami mieszkalnymi i jednym usługowym połączony jest z sąsiednimi budynkami Narbutta 56 i 60. Dzielnica zdecydowała się na sprzedaż Narbutta 58 tłumacząc się wysokimi kosztami jego utrzymania. Może to i prawda, ale tak jakoś dziwnie się złożyło, że w dzielnicowym budżecie znalazły się pieniądze na kompleksową modernizację budynku objętego roszczeniem, w którym miasto miało tylko 72 proc. udziałów, a zabrakło środków na remont sąsiedniego domu będącego w 100 proc. własnością miasta.

Argument o opłacalności sprzedaży Narbutta 58 upada, kiedy weźmiemy pod uwagę dwa ważne elementy: primo, niejako podwójnie uszczuplono zasób komunalny dzielnicy, bowiem pozbyto się siedmiu mieszkań i jednocześnie musiano przydzielić siedem zastępczych lokali osobom eksmitowanym ze sprzedanego budynku. Secundo, kiedy zliczy się rynkową wartość przydzielonych tym osobom lokali komunalnych i porówna z kwotą uzyskaną ze sprzedaży Narbutta 58, opłacalność całego przedsięwzięcia wydaje się być mocno wątpliwa.

W załączniku do przetargu na sprzedaż budynku Narbutta 58 mokotowski urząd zamieścił informację, która wprowadza nabywcę w błąd: "Zgodnie z ustaleniami planu możliwa jest nadbudowa budynku do wysokości V kondygnacji". Owszem, nadbudowa byłaby możliwa, gdyby budynek dysponował odpowiednią liczbą miejsc parkingowych. Nakazuje to w sposób jednoznaczny §11, pkt. 6 uchwały nr LXX/2187/2010 Rady Warszawy z dnia 14 stycznia 2010 r. w sprawie uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego rejonu Starego Mokotowa: "Dla zaspokojenia potrzeb parkingowych dla obiektów nowych i ROZBUDOWYWANYCH (podkreślenie moje) ustala się następujące wskaźniki parkingowe... dla zabudowy mieszkaniowej 1 stanowisko/1 mieszkanie". Zatem, siedem mieszkań plus przynajmniej jedno w kondygnacji nadbudowanej, to konieczność posiadania minimum 8 miejsc parkingowych. Inwestor nie może wykazać się posiadaniem nawet jednego miejsca parkingowego.

Lokatorzy budynku Narbutta 56, najbardziej narażonego na uciążliwości związane z rozbudową przylegającego doń ścianą Narbutta 58, zaskarżyli decyzję wydaną przez Schirmer do wojewody, stawiając dodatkowo dwa inne zarzuty. Jeszcze odwołanie nie dotarło do adresata, a już doszły mnie z mokotowskiego urzędu słuchy, że inwestor chce rzutem na taśmę ratować się przed zagrożeniem w postaci zakazu dobudowania V kondygnacji. Otóż, miał wykazać urzędowi, że dysponuje  wymaganą liczbą miejsc parkingowych, ale przy Narbutta 14, nieruchomości oddalonej o prawie kilometr od planowanej inwestycji. Do tego nie są to miejsca własne, lecz wynajęte. Ciekawe, jak do tej mocno naciąganej koncepcji podejdzie pani naczelnik Schirmer.

Dlaczego mocno naciąganej? Po pierwsze, łamiącej zapis cytowanego wyżej lokalnego prawa. Akceptacja tak pokrętnej koncepcji stworzyłaby precedens, bo jeśli można mieć miejsca parkingowe, do tego nie swoje, tylko wynajęte, kilometr od realizowanej na Starym Mokotowie inwestycji mieszkaniowej, to można by je mieć także np. na Bielanach, w Ursusie, a nawet w Piasecznie. Po wtóre, posługując się dosadnym językiem dzisiejszej młodzieży – inwestor ściemnia i to na maksa. Projekt architektoniczny przewiduje stworzenie w budynku Narbutta 58 pięciu luksusowych apartamentów, których cena, ze względu na lokalizację, będzie oscylować gdzieś w okolicy orbity okołoziemskiej. Chcę poznać osobę, która zapłaci za apartament grubo ponad milion złotych i będzie drałować prawie kilometr z zakupami w rękach, by dotrzeć do własnego lokum.

Inwestor chce prawdopodobnie sprytnie obejść niekorzystny dla niego zapis w miejscowym planie zagospodarowania i po uprawomocnieniu się decyzji, bądź po zakończeniu remontu, zrezygnować z wynajmowania miejsc parkingowych. Zapewne wie, że już wkrótce odcinek ulicy Narbutta od Puławskiej do Al. Niepodległości zostanie gruntownie zmodernizowany. Pojawią się m. in. parkometry, a każdy mieszkaniec otrzyma z grosze roczny abonament i – o ile znajdzie miejsce – będzie mógł zaparkować pod domem. Przemyślany i bardzo sprytny inwestorski plan.               

Mieszkańcy Narbutta 56 skarżą się do wojewody, że nie wykonano również ekspertyzy wpływu inwestycji na sąsiednie budynki. Planowany remont generalny będzie prowadzony w bezpośredniej bliskości ich mieszkań (ściany obu budynków przylegają do siebie).

Postawione zarzuty są na tyle udokumentowane, że mieszkańcy Narbutta 56 chcą w obronie własnej wykorzystać wszystkie dostępne środki, ze skargami do WSA i NSA włącznie. Mają bowiem w pamięci październikową katastrofę budowlaną przy ul. Kujawskiej 1 na Mokotowie, gdzie podczas rozbudowy będącego w kiepskim stanie technicznym budynku zawaliły się stropy. W sprawach budowlanych, w których moja wiedza jest niewystarczająca, zawsze konsultuję się z osobami mającymi w małym palcu ustawę o gospodarce nieruchomościami. Troje zapytanych przeze mnie fachowców wyraziło taką samą opinię: w wydanej decyzji organ zezwolił na rozbudowę obiektu, ale nie zobowiązał inwestora do zabezpieczenia odpowiedniej liczby miejsc parkingowych, co może czynić ją wadliwą. Pozostałe dwa zarzuty również wydają się być zasadne. Co na to przełożeni pani Marii Schirmer? Dobrze byłoby znać także stanowisko prokuratury, czy wydając wspomnianą decyzję pani naczelnik nie przekroczyła aby obowiązków służbowych i nie złamała lokalnego prawa, czyli §11, pkt. 6 uchwały nr LXX/2187/2010 Rady Warszawy. 

I na koniec. Dla własnej wygody urzędy nader często odmawiają właścicielom mieszkań uznania ich za stronę w postępowaniu. Uznają za stronę zarządy wspólnot. Jest to karygodne, bowiem zarządy nie posiadają umocowania właścicielskiego, wykonują jedynie uchwały podejmowane przez członków wspólnoty i zarządzają nieruchomością. Tę nadzwyczaj ważną kwestię reguluje orzecznictwo NSA: "Dokonując oceny, czy określony podmiot ma prawo do uczestniczenia jako strona w postępowaniu administracyjnym, którego przedmiotem jest udzielenie inwestorowi pozwolenia na budowę, organ... nie może pominąć okoliczności, iż właściciele nieruchomości sąsiadujących z tą, którą zamierza zabudować inwestor, korzystają z ochrony konstytucyjnej określonej w tych normach Konstytucji RP, które chronią własność. Tak więc w zakresie objętym tą ochroną powinno być im udzielone prawo do obrony ich interesów właścicielskich. Taką ochronę w pełnym zakresie zapewniać może dopiero zagwarantowanie im prawa udziału w czynnościach dokonywanych w każdym stadium postępowania administracyjnego...".            

Wróć

Inne artykuły

Jeśli nie słupki, to co? Konsultacje z mieszkańcami dotyczące rozjeżdżania trawników rozpoczęły się w czerwcu. Na lipcowych spotkaniach projektu „Szanuj zieleń” warszawiacy wyłonili pomysły. Teraz mieszkańcy mogą ocenić najlepsze propozycje za pomocą internetowej ankiety.
Recydywista ukradł towar za 8 tysięcy Policjanci z wydziału zajmującego się ściganiem przestępstw przeciwko mieniu zatrzymali 29-latka podejrzanego o kradzież 14 kompletów markowych słuchawek audio na kwotę około 8000 zł. Daniel D. po dokonaniu kradzieży każdej ze sztuk zawsze w sposób uprzejmy zagadywał personel i dopiero później opuszczał sklep. Nikt go nie podejrzewał o kradzież. Cała sprawa wyszła na jaw po nagraniu z monitoringu.
Walka o prezydenturę Warszawy, komitety wyborcze intensywnie szukają podpisów Zbliżające się wybory samorządowe wywołują coraz większe emocje. Termin ich jest bliski, zaplanowany na 21 października. Komitety wyborcze zostały już zgłoszone i zarejestrowane.
Inauguracji Roku Kulturalnego na Ursynowie Na Ursynowie trwa inauguracja roku kulturalnego 2018/2019. Jesteśmy już na półmetku. Za nami między innymi spektakle: ponadczasowy „Rewizor” oraz „Niedźwiedź” entuzjastycznie przyjęty przez publiczność zgromadzoną w DOK-u Ursynów.