Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dlaczego mistrz Polski jest kopciuszkiem w Europie?

15-09-2021 22:10 | Autor: Piotr Celej
Mistrz rodzimej Ekstraklasy, Legia Warszawa, której wielu piłkarzy mieszka tradycyjnie na Ursynowie, rozpoczął rywalizację w Lidze Europy od wygranej w Moskwie ze Spartakiem 1:0. Eksperci nie dają jednak perspektywicznie zbyt wielkich szans klubowi, który ma skądinąd największy potencjał w Polsce. Czy dożyjemy czasów, gdzie jak w piosence Kultu śpiewał Kazik Staszewski: “Ligę Mistrzów wygra Legia albo Lech?”

Piłkarska Ekstraklasa w latach 90. przeżywała prawdziwe sukcesy: w zaledwie 16-drużynowej Lidze Mistrzów swój udział miały Legia oraz Widzew Łódź. Warszawski klub w sezonie 95/96 awansował nawet do ćwierćfinału, gdzie lepszy okazał się Panathinakos Ateny. Kilka lat wcześniej - w sezonie 90/91 - Legia zagrała nawet w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów.

Te czasy jednak już minęły i nieprędko powrócą. Futbol w ostatnich 30 latach przeszedł bowiem długą drogę w kierunku profesjonalizacji na każdej możliwej płaszczyźnie. W parze z profesjonalizacją idzie również komercjalizacja, bowiem współczesny sport to milionowy biznes. Niestety, milionowe kontrakty telewizyjne, które pojawiły się na przełomie wieków nie pchnęły Ekstraklasy w kierunku Europy, która wciąż nam ucieka. Polska Ekstraklasa zajmuje dopiero 28. miejsce w rankingu UEFA, a wyprzedzają nas ligi z Węgier czy Kazachstanu.

Po pierwsze kibice

Współczesny futbol jako biznes można by rozdzielić na dwa najważniejsze czynniki. Pierwszym jest historia i “moc marketingowa” klubu, czyli jaki zasięg odbiorców mają wydarzenia i osoby związane z drużyną. To właśnie tu istotni są kibice, którzy są solą sportu - dzięki nim firmy są skłonne inwestować w sponsoring drużyny. Tu bez wątpienia Legia jest najważniejszym polskim klubem. I nadal posiada potencjał, by marka stała się jeszcze bardziej rozpoznawalna. To bez wątpienia kapitał stołecznego klubu, który będzie procentował zarówno w teraźniejszości jak i przyszłości.

We współczesnej piłce kibice to jednak nie wszystko. Futbol od lat jest biznesem i to naprawdę olbrzymim. Polska liga to jednak prawdziwy kopciuszek w Europie. Łączna wartość zawodników pierwszej drużyny jest szacowana przez prestiżowy portal transfermarkt na 26,73 miliona Euro. Dla porównania drużyna Napoli wyceniana jest na 517,75 mln €, Leicester City 550 mln, zaś ostatnia drużyna z “legijnej” grupy Spartak Moskwa to 125,5 miliona Euro. Polski mistrz wydaje się więc z góry skazany na pożarcie, ale w sporcie nie zawsze tak jest.

Należy nadmienić, że Legia w Polsce uchodzi za krezusa. Według raportu Deloitte przed kryzysem - w 2019 roku przychody aktualnego Mistrza Polski wyniosły 123,9 mln zł i były aż o 23,75 mln zł (24 proc.) wyższe niż dwa lata temu. Stołeczny klub wyprzedził drugą w zestawieniu Lechię Gadńsk o 70,73 mln zł (53,17 mln zł) i zajmującego trzecie miejsce Lecha Poznań o 77,82 mln zł (46,08 mln zł).

Podane liczby nie zawierają wpływów z transferów, które w przypadku Legii wyniosły 48 mln zł, co również okazało się najwyższą kwotą ze wszystkich zespołów. Legia Warszawa zanotowała czwarty najniższy wskaźnik wynagrodzeń, stanowiący 58 proc. ogółu przychodów (za optymalny poziom płac w systemie finansowym klubów eksperci analizujący rynek piłki nożnej uważają 60 proc.). W ubiegłym roku mecze stołecznego klubu cieszyły się najwyższą średnią frekwencją w lidze, wynoszącą 18 983 osób. Legia w raporcie Deloitte prowadzi nieprzerwanie od 2011 roku i niewiele wskazuje, by się to zmieniło. Kwoty te jednak są nieporównywalne nawet z...2. Bundesligą. Wartość byłej drużyny Artura Wichniarka – Arminii Bielefeld wynosi 53 mln euro, czyli dwukrotnie więcej niż polskiego mistrza.

Zaglądając do innych statystyk – w 2015 r. Polska była 6. gospodarką UE pod względem wielkości PKB w parytecie siły nabywczej i 24. gospodarką świata, a pod względem wielkości PKB nominalnego – 8. gospodarką UE i 25. gospodarką świata. Liczby te jednak nijak się nie przekładają na poziom sponsoringu w polskiej piłce.

Siła pieniędzy

I tu właśnie rozpoczyna się druga strona współczesnego, profesjonalnego futbolu. Jest nią potencjał piłkarzy i inwestycje w pierwszą drużynę oraz szkółkę piłkarską. To właśnie na tym etapie liczy się budżet oraz wartość pozyskanych piłkarzy. Legia zarządzana przez Dariusza Mioduskiego od lat operuje podobnymi pieniędzmi i nic nie wskazuje, by miało stać się inaczej. Kadra jest krótka, co starcza na naszą, niezbyt mocną, Ekstraklasę, ale już w Europie może oznaczać niewielkie pole manewru dla trenera Czesława Michniewicza.

Problem jest również z kreatywnymi zawodnikami. Kontuzja Bartosza Kapustki pozbawiła drużynę mistrzów Polski jednego z nielicznych zawodników z jakością w ataku. Kadra została skompletowana na ostatnią chwilę, dopiero po awansie do Ligi Europy. Z pewnością drużynę osłabiła też sprzedaż Josipa Juranovicia w trakcie eliminacji.

Mocnymi punktami będą z pewnością doświadczony bramkarz Artur Boruc, który zna europejskie puchary od podszewki oraz Josué Pesqueira, portugalski pomocnik, który swoją kreacją gry powinien przewyższać 99 proc piłkarzy Ekstraklasy. Piłkarz ten jednak musi najpierw odzyskać formę, bowiem ostatnie lata nie były dla 4-krotnego reprezentanta Portugalii zbyt udane. Zdaniem wielu atutem wojskowych może być też trener Czesław Michniewicz, który potrafi błyskawicznie reagować i zmieniać taktykę zależnie od przeciwnika. Czy to wystarczy? Cuda się w sporcie zdarzają regularnie i błędem byłoby skreślenie Legii, która w dobrym stylu wyeliminowała wyżej notowaną Spartę Praga. Pamiętajmy jednak, że rywalizacja w grupie to więcej meczów i o niespodziankę w postaci awansu będzie znacznie trudniej.

Światełko w tunelu?

Co jednak musi się stać by polskie kluby nie musiały występować z pozycji Dawida w walce z Goliatem? Przede wszystkim kapitał i podejście w polskiej piłce. Obecnie ukierunkowana jest ona na rozgrywki ligowe i to triumf w nich zapewnia spokój kibicom, trenerom i właścicielom. Wystarczy wtedy nie zadłużać się na bieżąco, by po sezonie sprzedać kilku graczy i osiągnąć zysk. Żeby jednak podjąć rywalizację na europejskim poziomie, potrzebni są bardziej rzutcy biznesmeni, dla których piłka będzie inwestycją, a nie sposobem, by rokrocznie inkasować niewielki zysk. Nie możemy przecież wykluczyć, że po erze Władimira Putina któryś z rosyjskich bogaczy, zachęcany pozytywnym odbiorem Stanisława Czerczesowa, zainwestuje w polski klub. A może polski miliarder uzna, że warto zainwestować w którąś z drużyn z Ekstraklasy? Inną drogą jest mozolne wspinanie się po drabinie europejskich pucharów i finansowanie wzmocnień premiami z nich. To jednak może okazać się dość karkołomne - rywale w tym czasie też mogą podnieść poziom swoich drużyn. Pociąg europejskich pucharów nie jedzie wcale wolno i załapać się będzie co roku trudno.

Last but not least – szkolenie. Niektóre kluby, jak Ajax Amsterdam, stały się “przystankami” na drodze do wielkiej piłki dla wielu utalentowanych piłkarzy. Potrzeba do tego akademii futbolowej z prawdziwego zdarzenia i skautów, którzy pozyskają utalentowanych juniorów. Od 2021 r. dyrektorem Akademii jest Richard Grootscholten, zaś jego zastępcą oraz szefem metodologii Piotr Urban. Grootscholten był dyrektorem Akademii Feyenoordu Rotterdam (2016-2019), wcześniej pełnił identyczną funkcję w Akademii KGHM Zagłębia Lubin (2013-2015). W latach 2005-2010 był dyrektorem Akademii Sparty Rotterdam, a w 2016 r. stał na czele zespołu, który przeprowadzał w Akademii Legii zewnętrzny audyt (więcej tutaj). Urbana ukształtowała hiszpańska piłka, w przeszłości był trenerem i dyrektorem metodologii w akademii Osasuny Pampeluna.

Obecny sposób pracy Akademii Legii staje się więc mieszanką doświadczeń z kilku krajów. W latach 2017-2019 w Akademii Legii wdrożono nowy program szkolenia oraz model gry, których założenia są zgodne z nowoczesnymi trendami. Elementy naszego sposobu gry były widoczne w trakcie wygranych w 2019 roku przez Legię finałów Centralnej Ligi Juniorów U17 i U15. Ważna dla klubu jest odważna, ofensywna gra, podejmowanie ryzyka przez zawodników, gra 1 na 1, wysoki pressing i szybka reakcja po stracie. Może więc juniorzy w przyszłości będą stanowić o mocy klubu z Łazienkowskiej, który na razie więcej przegrywa niż wygrywa na starcie nowego sezonu Ekstraklasy...

Fot. Łukasz Grochala

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA