Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

COVID zagraża również młodym

22-07-2020 19:58 | Autor: Bogusław Lasocki
Trudno oprzeć się wrażeniu, że COVID-19 jakby się u nas ustabilizował. Dla bieżącej oceny sytuacji nie jest przesądzające, czy faktyczna dzienna liczba nowych zachorowań na podstawie komunikatów Ministerstwa Zdrowia wynosi od poniżej 300 do 400, czy jak oceniają niezależni eksperci i zakaźnicy – pięć albo nawet dziesięć razy więcej. Różnice to konsekwencja nieco innych spojrzeń ilościowych na infekcję koronawirusem.

Dane oficjalne wskazują głównie liczbę osób hospitalizowanych i z dodatnim wynikiem testu PCR. Natomiast eksperci niezależni oszacowują nagromadzenie wszystkich infekcji SARS-CoV-2, również bezobjawowych lub o lekkim przebiegu, kojarzonym bardziej ze zwykłym przeziębieniem niż czymś poważniejszym i nie ewidencjonowanych przez MZ.

Wypłaszczenie czyli stan przewlekły

Od dawna słyszymy uspokajające komunikaty ze strony Ministerstwa Zdrowia o "wypłaszczeniu" tendencji wzrostowej zachorowań. To "wypłaszczenie", patrząc okiem statystyka poprzez tzw. średnie kroczące, jest jednak pofalowane z wyraźnie widocznymi kilkoma okresami spadków, kojarzących z ważnymi politycznie datami i ponownie następującą tendencję wzrostową. Pomijając przeróżne, dosyć szaroko rozpowszechnione "teorie spiskowe", dotyczące jakości oficjalnych danych, spadek ostrej fali wzrostowej zachorowań jest wyraźnie widoczny. Czy jest to jednak powód do optymizmu? Raczej nie. Gdyby zaczęła występować i utrwalać się tendencja spadkowa liczby nowych zachorowań, byłby to powód do zadowolenia. Jednak epidemia, choć przytłumiona, trwa nadal.

Podobnie bywa z zarzewiem pożaru. Strażacy doskonale wiedzą, że stłumienie ognia i pozorne ugaszenie to jeszcze nie koniec. Trzeba wydusić wszystko aż do najmniejszej iskierki. Dokładnie tak samo jest z likwidacją infekcji wirusowych. Wystarczy, by tylko jeden aktywny wirus dotarł do właściwej komórki – nie tylko w obrębie górnych dróg oddechowych, ale również oczu i błon śluzowych, by rozpoczął się proces namnażania wirusów aktywizujących ponownie stan chorobowy.

Zgodnie z przypuszczeniami z początkowego okresu epidemii, okres letni miał spowodować zmniejszenie liczby zachorowań. Jednak tak się nie stało, o czym świadczy wypłaszczony przebieg, pojawiające się wciąż nowe ogniska chorobowe czy nawet wzrost zachorowań obserwowany m. in. w Hiszpanii. Owszem, wysoka temperatura letnia w Europie utrzymywała się równolegle z widocznym słabnięciem pandemii na naszym kontynencie, ale nie do oczekiwanego niskiego poziomu. Obniżenie temperatury już za niewiele miesięcy może spowodować ponowny rozwój zachorowań. Dodatkowo włączanie ogrzewania w pomieszczeniach i wysuszone powietrze będą, jak przypuszczają specjaliści, sprzyjać łatwiejszemu rozprzestrzenianiu się wirusa.

Pozornie zdrowy może zarażać

Wśród wielu nowych i nierozpoznanych właściwości wirusa SARS-CoV-2 rzuca się w oczy wyraźnie selektywna zachorowalność różnych grup wiekowych i skłonność do lekkiego lub utajonego przebiegu choroby. Przede wszystkim około 80 procent potwierdzonych testami zachorowań ma przebieg łagodny lub bez widocznych objawów. W grupie tej powikłania występują sporadycznie i najczęściej, przynajmniej początkowo, nie są kojarzone z COVID-19. Ograniczona zachorowalność jest również widoczna wśród dzieci i młodzieży, przy czym niepełne jeszcze badania wykazują, że zdolność do zarażania przez najmłodsze grupy pokoleniowe jest również mniejsza.

Zupełnie inaczej wyglądają skutki dla otoczenia osób z grup wiekowych średnich oraz starszych, zainfekowanych bezobjawowo lub z lekkim przebiegiem choroby. Lekki przebieg może wiązać się z blokowaniem lawinowego namnażania się wirusów, utrzymywanie się stanu równowagi i stopniowego ograniczania infekcji, na co mogą mieć wpływ produkowany przez organizm interferon i przeciwciała. Jednak wirusy powstające, choć w stosunkowo mniejszej ilości, stanowią ciągle zagrożenie dla otoczenia. W sprzyjających warunkach, choćby podczas emocjonalnej rozmowy w zamkniętym pomieszczeniu, wirusy z aerozolem ślinowym mogą zostać przekazane osobom z otoczenia.

Z kolei faza bezobjawowa może występować w przypadku zakażenia utajonego koronawirusem. Genom wirusa pozostaje obecny w komórce, może ulec integracji, ale nie następuje wytwarzanie potomnych wirusów. Rozwój infekcji jest w jakiś sposób blokowany. Objawy chorobowe nie występują, ale osoba jest nosicielem i w sprzyjających warunkach może być również źródłem dalszych zarażeń. Stwarza to dodatkowe zagrożenia ze względu na utrudnione wykrywanie choroby, ułatwianie jej szerzenie się w społeczęństwie. Daje złudne wrażenie, że problem nie jest taki poważny i zachęca do ignorowania zaleceń profilaktycznych.

Jednak sam fakt bycia młodym i prężnym nie stanowi wystarczającego zabezpieczenia przed zakażeniem koronawirusem. O swoim przypadku opowiadał na portalu tvn24.pl kardiolog Szymon Barabach.

– Jechałem w delegację na drugi kraniec Polski, gdzie ta pandemia praktycznie dopiero się zaczynała. Było stwierdzonych raptem kilkanaście przypadków i nie sądziłem, że mogę tam złapać tę chorobę. Jestem młodym, aktywnym mężczyzną, biegam, wspinam się po górach. Byłem więc bardzo zaskoczony. Powiem więcej – po pierwszym badaniu, które dało wynik wątpliwy, sądziłem, że to jakiś błąd laboratoryjny i że nie jestem zakażony – wspominał Szymon Barabach.

Podstawa – zachować dystans

Tendencja do powszechnego noszenia maseczek w początkowym etapie pandemii była negowana przez część europejskich i amerykańskich specjalistów. Późniejsze badania jednak dowiodły, że nawet proste maseczki zmniejszają znacząco ryzyko zakażenia. Maseczki nie mogą zastąpić przestrzegania dystansu i zasad higieny. Łatwo zanieczyścić dotykając brudnymi rękami, a wówczas mogą wręcz zwiększać ryzyko zakażenia, zwłaszcza gdy są zbyt rzadko zmieniane. Maseczki stanowią zabezpieczenie bardziej dla otoczenia, gdyż ograniczają przenikanie kropelek zainfekowanej śliny podczas kichania czy kaszlu.

Coraz większa ilość badań wskazuje na możliwość zarażania poprzez transmisję powietrzną. Specjaliści mają tu na myśli aerozole, jeszcze mniejsze niż kropelki śliny, nieprzekraczające 5 mikronów czyli 5 tysięcznych części milimetra. Do takiej transmisji nie potrzeba kaszlu czy kichania. W czasie trwającej minutę głośnej rozmowy człowiek może być źródłem od tysiąca do stu tysięcy cząstek wirusa zawieszonych w aerozolu. Ze względu na małe rozmiary aerozol może unosić się w powietrzu nawet przez kilka godzin i przemieszczać na duże odległości. Małe kropelki mogą przy tym wnikać głębiej do płuc, pokonując obronne systemy organizmu. Nie stanowi tu żadnej bariery przebywanie na świeżym powietrzu w dzień bezwietrzny lub w jakimś zaułku osłoniętym od wiatru. Zwykłe maseczki nie stanowią dla aerozoli żadnego zabezpieczenia. Jedynym zabezpieczeniem jest zachowanie odpowiedniego dystansu pomiędzy poszczególnymi osobami.

Ilustracją braku wyobraźni wielu osób, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia, jest nieprzestrzeganie odpowiedniego dystansu. Spektakularny przypadek, zresztą zapewne jeden z wielu, miał miejsce w niedzielne popołudnie nad Wisłą w rejonie pomnika Syreny przy Moście Świętokrzyskim. Przed wielu tygodniami znany raper zapowiedział tam spotkanie z fanami na schodkach, nie podając jednak dokładnej godziny. Już od 15 zaczęły gromadzić się tam coraz liczniejsze grupy młodzieży i pozornie dojrzalszych starszych osób. Po godz. 17 na schodkach nad wodą siedziały setki oczekujących fanów, ściśniętych, pupa przy pupie, w bezpośredniej bliskości od siebie. I wszyscy – dosłownie – byli bez maseczek. Popołudnie ciepłe, wiatr znikomy. Widok był szokujący. Oczywiście zrobiłem kilka zdjęć i jedno z nich zamieściłem na najpopularniejszym warszawskim portalu fejsbukowym.

Zgodnie z przewidywaniami, zaczęła się burza. Zareagowało blisko 500 osób i prawie 400 komentarzy. Hejt powstał ilościowo niewyobrażalny. Ponad 120 osób stwierdziło, że to głupota z tym covidem, że nieprawda, wymysł polityków, ograniczenie wolności i różne podobne ble, ble.... Reszta, czyli ponad 330 osób, moją krytykę oceniła pozytywnie. Hejtem, zresztą dość licznym, ale mniejszościowym, nie przejmuję się, jednak wnioski są niepokojące. Traktując wypowiedziane opinie jako badanie statystyczne na dosyć pokaźnej próbie (500 osób), dowiadujemy się z dużym prawdopodobieństwem, że co czwarty młody człowiek w Warszawie ignoruje zasady profilaktyki epidemicznej.

Grupy młodzieżowe w okresie pandemii to bomby z opóźnionym zapłonem. Przekonali się o tym Włosi, Hiszpanie. Na ogół nie noszą maseczek, nie przestrzegają dystansu. Obecnie, w okresie uspokojenia epidemii, konsekwencje są wyraźnie niewielkie. Ale co będzie jesienią? Ci młodzi może faktycznie są mniej narażeni na COVID-19, lecz również roznoszą koronawirusy. Już obecnie w środkach komunikacji miejskiej, zwłaszcza w metrze, większość młodych ludzi jeździ bez maseczek. Gdy skończy się okres wakacyjny i urlopowy, zagęszczenie pasażerów będzie zdecydowanie większe. Jeśli zatem dojdzie do jesiennej aktywizacji koronawirusa, perspektywy szykują się nieciekawe.

Koronawirus bardzo wredny

Wiedza specjalistów na temat konsekwencji przebycia COVID-19 jest niewielka, epidemia trwa raptem nieco ponad pół roku. Jednak już obecnie spodziewane dalekosiężne skutki choroby są niepokojące. Wyjaśniał to ostatnio prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w rozmowie z tvn24.

– Ten wirus faktycznie może zakażać bardzo dużo organów - mówił prof. Pyrć. – To nie jest wirus, który infekuje tylko płuca czy działa jak wirus przeziębienia, ale atakuje znacznie więcej tkanek i części naszego ciała. Dane kliniczne, które płyną ze szpitali, potwierdzają, że u części pacjentów dochodzi do takiego wielonarządowego zakażenia i przebieg może wówczas wyglądać dosyć dramatycznie.

Wszyscy się zastanawiają, jak to wygląda u pacjentów bezobjawowych. Pojawiają się doniesienia, że obserwowane są zmiany w sercu, zmiany naczyniowe, zmiany krzepnięcia krwi powodujące z kolei zmiany neurologiczne, i cała masa innych objawów. Może się zdarzyć, że w związku z tym konsekwencje tych zakażeń zobaczymy dopiero za jakiś czas, gdy u osób bezobjawowych czy skąpoobjawowych zaczną się pozornie bez powodu pojawiać choroby narządowe – wyjaśniał prof. Pyrć.

Trzeba zatem ostatecznie zapamiętać. Szczepionki i skutecznych lekarstw przeciwko koronawirusowi jeszcze nie mamy i jak mówią specjaliści, nieprędko pojawi się ona masowo dla zwykłych obywateli. Pozostaje jedyny środek zabezpieczający – zachowanie właściwego dystansu społecznego, unikanie zatłoczonych miejsc, a w miejscach publicznych noszenie maseczek. Bez względu na to co mówią politycy.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA