Winnie Byanyima, dyrektorka zarządzająca w poważnej organizacji humanitarnej Oxfam International, poinformowała w 2019 r., że 3,6 miliarda najbiedniejszych ludzi na świecie, czyli połowa populacji, posiada około 426 mld dol. To mniej niż łączne majątki ośmiu najbogatszych ludzi na naszej planecie. Przyszła pandemia, ale majątków krezusów nie dotknęła, a wprost przeciwnie. W ciągu sześciu miesięcy zakończonych 15 września 2020 r. majątki 643 amerykańskich miliarderów zwiększyły się o 29 proc. do 3,8 bln USD. Wyliczenia te oparte są na zestawieniach miliarderów opracowanych przez magazyn „Forbes”. W ciągu sześciu miesięcy pandemii Covid-19 majątki miliarderów z USA powiększyły się więc łącznie o większą kwotę, niż wynosi nominalny PKB Arabii Saudyjskiej i zbliżyły się do poziomu PKB Niemiec. To oznacza, że zaledwie jeden procent populacji planety zgarnia aż 82 proc. wygenerowanego majątku, podczas gdy najbiedniejsze 50 proc. populacji, m.in. zwykli robotnicy, wzbogaca się w ciągu ostatniego roku średnio o 2 proc...
W zachodniej Europie, jak również w Polsce, mocno się ostatnio kotłuje, ponieważ społeczeństwa nie wytrzymują kolejnych podwyżek artykułów żywnościowych, leków, energii elektrycznej i gazu – właściwie wszystkiego, z czym na co dzień mamy do czynienia. Rosnące ceny gazu, benzyny i paliw kopalnych to efekt spekulacji na skalę globalną, która daje garstce ludzi miliardy, a reszcie populacji problemy finansowe i ubóstwo.
Właśnie wróciłem z dwutygodniowego pobytu na Madagaskarze, gdzie polscy inwestorzy zyskują u władz administracyjnych wyspy coraz lepszą renomę. Budują m.in. osiedla willowe przy plażach, park wodny w Foulpointe na cudownej dziewiczej lagunie otoczonej koralową rafą, a także szkółki wiejskie dla malgaskich dzieci. Podczas pobytu poznałem wielu zagranicznych inwestorów z Europy, Azji i Ameryki, którzy postanowili przenieść część swoich aktywów na Madagaskar, by bronić się przed coraz bardziej opresyjnym fiskusem w swoich krajach. Największe wrażenie wywarli na mnie przedsiębiorcy chińscy, przede wszystkim ze względu na... guanxi, co w języku chińskim oznacza dosłownie „relacje międzyludzkie”. W dużym uproszczeniu, guanxi polega na przychylnym traktowaniu się wzajemnie i wyświadczaniu sobie różnego rodzaju przysług. Guanxi to wzajemne zaufanie i szacunek, a także zachowywanie „twarzy”. Chińska „twarz” zaś to reputacja i honor, które można zdobyć wywiązując się ze swoich zobowiązań.
Mówiąc krótko – Chińczyk jest bardzo pożądanym, bo uczciwym i wywiązującym się ze swoich zobowiązań partnerem biznesowym. Chińskie inwestycje na Madagaskarze koncentrują się na eksploatacji zasobów naturalnych, rolnictwie (np. plantacje) i przemyśle (np. produkcja samochodów). Chińczycy, których poznałem na Madagaskarze, zajmują się eksploatacją bogatych złóż chromu, który obok niklu, złota i grafitu jest jednym z cennych bogactw naturalnych tej endemicznej wyspy. Im częściej z nimi obcowałem, im częściej słuchałem przedsiębiorców prowadzących biznes z chińskimi wspólnikami i czytałem o gigantycznym skoku gospodarczym oraz technologicznym Państwa Środka, tym mocniej utwierdzałem się w przekonaniu, że dominacja Chin na arenie światowej, obejmująca aspekty gospodarcze, polityczne i militarne, znajduje się dopiero w początkowej fazie. Mam podejrzenia graniczące z pewnością, że w dłuższym dystansie nie zdołamy obronić się przed Chińczykami.
Byłem w Chinach, konkretnie w Hong Kongu i w Kantonie, w 2005 r. Państwo to kojarzyło się wówczas z tanią siłą roboczą i bazarową taniochą najniższej jakości. Minęło 20 lat i okazuje się, że nie są to dwie dekady, ale epoka. Punkt zwrotny w nowożytnej historii Chin Ludowych to rządy reformatora Deng Xiaopinga głoszącego m.in. hasło „Bogaćcie się, kto tylko umie i może”. Kiedy byłem w Hong Kongu przeciętna pensja w miastach wynosiła około 200 USD. Kilka lat później było to już 500, w 2018 r. 800, a dzisiaj 1000-1100 USD. Większość Chińczyków (łącznie z mieszkającymi na wsi) w ogóle nie płaci podatku, o ile mieszczą się poniżej progu 850 USD. Koszty życia (poza Pekinem i Szanghajem) są podobne do polskich, a często niższe, więc Chińczykom ogólnie żyje się lepiej niż Polakom. Ci, którzy często latają do Chin twierdzą, że nie ma tam biedy. W miastach nie spotkasz bezdomnych śpiących na ławkach, bądź pod gołym niebem na tekturce. Od wzięcia władzy przez Deng Xiaopinga udało się wyrwać ze skrajnego ubóstwa 700 milionów Chińczyków.
Dzisiejsze Państwo Środka to drugie na świecie po USA pod względem wielkości gospodarki (PKB nominalne) i pierwsze pod względem PKB realnego mocarstwo globalne. Nie zapominajmy, że jest to kraj rządzony przez komunistów z Komunistycznej Partii Chin. Jej ideologia, będąca jednocześnie naczelną ideologią państwową, oparta jest na pięciu filarach: marksizmie-leninizmie, maoizmie, teorii Deng Xiaopinga, zasadzie trzech reprezentacji Jiang Zemina oraz koncepcji naukowego rozwoju Hu Jintao. Jak widać, ideologia wypracowana przez chińskich komunistów przekształciła zapyziałe do niedawna państwo Trzeciego Świata w globalne mocarstwo gospodarcze i militarne. Chiny stały się drugą gospodarką świata wyprzedzając odwiecznego rywala Japonię, co miało też dla Chińczyków psychologiczne znaczenie.
Okazuje się, że komunizm nie musi kojarzyć się z urawniłowką. Szacuje się, że prawie 700 Chińczyków to miliarderzy. W samym Pekinie mieszka obecnie 100 miliarderów, najwięcej ze wszystkich miast na świecie i mowa tu o majątku w dolarach, a nie yuanach! Komunistycznej partii wcale to nie przeszkadza, a wprost przeciwnie – władza dopinguje obywateli z jeszcze większą mocą niż przed laty – bogaćcie się, kto tylko umie i może! Wraz ze wzrostem zamożności wiąże się bowiem moda na konsumpcjonizm. Wszyscy starają się osiągnąć sukces zawodowy, by jak najwięcej zarabiać i jak najwięcej wydawać, stawiając to sobie za cel życia. Ulica Nankińska w Szanghaju uznawana jest za jedną z najdłuższych handlowych arterii na świecie. Na ponad 6 km długości swoje punkty handlowe ma tu ponad 600 firm z całego świata.
Swego czasu modne było powiedzenie: „Gdyby Saharą rządzili komuniści szybko zabrakłoby tam piasku”. Patrząc na dzisiejsze Chiny Ludowe rządzone przez komunistów stare powiedzenie można uznać za jedną z największych bzdur w historii naszej planety. Czy życzyłbym sobie w Polsce modelu chińskiego? Nawet od dziś. Jakoś nie obawiam się chińskiej dominacji, bo wiem, że Chińczyk – w odróżnieniu od Rosjanina czy Amerykanina – nie ma w sobie genu zdobywcy – ciemiężyciela i daje ludziom żyć. Kiedy powiedziałem Chińczykowi, że totalna inwigilacja społeczeństwa to uderzenie w fundament demokracji odparł: „A w Europie i w USA jest inaczej? Tyle że o tym głośno się nie mówi. Inwigilacja wyeliminowała u nas zorganizowaną przestępczość, a za korupcję można pójść pod mur. Uczciwy obywatel Chin nie ma się czego obawiać, zapewniam”.
Miniona dekada pokazała, iż liberalna demokracja wymaga głębokiej reformy, bo obywatele są coraz mniej zadowoleni z systemu. Największym zagrożeniem dla demokracji jest coraz bardziej agresywny populizm, któremu poddaje się coraz większa część społeczeństw. Retoryka „my kontra oni”, delegitymizacja opozycji, ataki na media i sądy – to elementy populistycznego repertuaru, które mogą prowadzić do erozji liberalnej demokracji. Wspomniany na wstępie Nostradamus zapowiedział w czterowierszach 2.97 i 5.31, że Władimir Putin zostanie zdradzony i zamordowany, papież Franciszek umrze w 2023 r., a Joe Biden zachoruje na tajemniczą chorobę. W dwóch przypadkach przepowiednia się sprawdziła, a ta o niepokojach społecznych na wielką skalę i zalaniu świata przez żółtą rasę? Wszystko przed nami.