Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Celebryta zamiast artysty

16-09-2026 20:18 | Autor: Mirosław Miroński
Każdy, kto obserwuje życie kulturalne w naszym kraju z pewnością zauważył, że w roli, którą dawniej zajmowali artyści, coraz częściej pojawiają się celebryci. Artysta pełnił ważną funkcję społeczną. Wnosił do kultury wartości, bez których trudno byłoby budować tożsamość narodową i poczucie wspólnoty. To wielcy twórcy kultury przyczynili się do tego, że Polska, mimo utraty państwowości, mogła zachować własną tożsamość i po latach odrodzić się jako niepodległe państwo.

Kiedyś, żeby zapisać się w pamięci pokoleń, trzeba było stworzyć coś, co tę pamięć przetrwa. Dziś czasem wystarczy być wystarczająco długo obecnym w mediach. Artystę oceniano po dziele, celebrytę – po liczbie obserwujących, odsłon i zaproszeń do telewizji. Czy to tylko zmiana obyczajów, czy może znak głębszej przemiany naszej kultury? Ówcześni artyści – malarze tacy jak Jan Matejko, Artur Grottger czy Stanisław Wyspiański – podtrzymywali tradycje narodowe i przypominali Polakom o własnej historii. Podobnie było w innych dziedzinach sztuki. Fryderyk Chopin dzięki swojej muzyce przemawiał do słuchaczy językiem uniwersalnym, a jednocześnie głęboko zakorzenionym w polskiej kulturze. Cyprian Kamil Norwid – poeta, malarz, rysownik i myśliciel – stworzył dzieło, które stało się punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń.

Nie sposób nie wspomnieć o Adamie Mickiewiczu i Juliuszu Słowackim, którzy jak mało kto potrafili za pomocą poezji przywracać naszym przodkom wiarę w nadejście lepszych czasów i nadzieję na odzyskanie utraconej ojczyzny. Ich wiersze, poematy i dramaty nie tylko wpisywały się w nurt romantyzmu, ale również kształtowały świadomość Polaków żyjących w rzeczywistości porozbiorowej. Ich wielcy następcy – Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont czy Józef Ignacy Kraszewski – również wykorzystywali literaturę do opisywania polskiej rzeczywistości, historii i narodowych doświadczeń. Kraszewski chętnie sięgał do odległych początków państwa polskiego, choć warto przypomnieć, że Siemowit jest postacią z przekazu kronikarskiego, a nie historycznie potwierdzonym pierwszym władcą Polan. Pierwszym władcą Polski, którego istnienie potwierdzają źródła historyczne, był Mieszko I. Także II wojna światowa miała swoich artystów, którym nie dane było przeżyć wojennej katastrofy i kontynuować twórczości. Symbolem tego pokolenia pozostaje Krzysztof Kamil Baczyński, poeta, który zginął bardzo młodo podczas Powstania Warszawskiego.

Można by wymieniać niemal bez końca artystów bliższych nam w czasie: Zbigniewa Herberta, Tadeusza Różewicza, Władysława Hasiora, Józefa Szajnę i wielu innych twórców, którzy swoim talentem oddziaływali na kolejne pokolenia Polaków. Artyści, dzięki swojej twórczości, byli i pozostają ważni zarówno dla własnego środowiska, jak i dla znacznie szerszego grona odbiorców. To oni stanowili fundament elity. Ich dorobek wpisuje się w polski kod kulturowy, ale często przekracza również granice kraju. Dobrym przykładem jest Konkurs Chopinowski, który co pięć lat przyciąga do Warszawy znakomitych pianistów z całego świata. To dowód na to, że prawdziwa sztuka potrafi łączyć ludzi i narody ponad granicami. W każdej dziedzinie kultury i sztuki można znaleźć przykłady twórców, których znaczenie wykraczało daleko poza ich własną epokę. I właśnie tutaj pojawia się pytanie: co stało się z tą hierarchią wartości?

Media zawsze interesowały się życiem artystów. Dostarczały informacji o ich twórczości, ale również – czego nie należy idealizować – plotek, skandali i sensacji. Życie prywatne znanych aktorów czy piosenkarzy od dawna elektryzowało opinię publiczną. Jednak dziś obserwujemy wyraźną zmianę. Tam, gdzie dawniej brylowali przede wszystkim artyści, coraz częściej pojawiają się celebryci. Doda, Kuba Wojewódzki, Julia Żugaj czy Friz i wielu innych to przykłady postaci funkcjonujących w polskiej kulturze masowej na różnych zasadach i w różnych obszarach. Na świecie podobną rolę od lat odgrywają między innymi Kim Kardashian, Paris Hilton czy influencerzy, którzy zbudowali swoją rozpoznawalność przede wszystkim dzięki mediom społecznościowym. Nie twierdzę, że osoby te są pozbawione talentu czy osiągnięć w tym, co robią. Chodzi mi bardziej o mechanizm, dzięki któremu ten, czy inny człowiek staje się osobą publiczną.

Kim właściwie jest celebryta? Trudno o jednoznaczną definicję. Z pewnością jest to ktoś rozpoznawalny, obecny w mediach i potrafiący przyciągnąć uwagę publiczności. Czasem stoi za tym talent, sukces zawodowy czy konkretne osiągnięcia. Innym razem wystarczy popularność, umiejętność autopromocji i – mówiąc kolokwialnie – „parcie na szkło”. I właśnie słowo „popularność” wydaje się tutaj kluczowe. To ona stała się jednym z najważniejszych towarów współczesnych mediów. Liczy się oglądalność, klikalność, liczba obserwujących i zasięg. Powstaje swoiste sprzężenie zwrotne: media potrzebują kogoś, kto przyciągnie uwagę odbiorców, a celebryta potrzebuje mediów, aby utrzymać swoją pozycję. W efekcie popularność zaczyna być mylona z wartością. Człowiek znany staje się ważny dlatego, że jest znany. To trochę tak, jakby popularność stanowiła certyfikat jakości.

Tymczasem, celebryta jest niczym wydmuszka, w której dostrzegamy przede wszystkim efektowną skorupkę, nie zawsze wiedząc, co znajduje się w środku. Innym nasuwającym się porównaniem jest bańka mydlana – piękna, kolorowa i przyciągająca wzrok, ale nietrwała. Pojawia się nagle i równie szybko znika. Artysta ma wciąż tę przewagę nad celebrytą: może przestać lansować się w mediach, a mimo to jego dorobek pozostanie w kulturze. Dzieło może przetrwać autora, modę, zmieniające się trendy polityczne, wieki, a nawet całe epoki. Popularność natomiast wymaga ciągłego podtrzymywania. W świecie, w którym każdego dnia pojawiają się nowe twarze, wczorajszy celebryta może bardzo szybko stać się jedynie wspomnieniem. I tak też się dzieje.

Wydaje się więc, że największym wyzwaniem dla współczesnej kultury nie jest sama obecność celebrytów w życiu publicznym. Problem zaczyna się wtedy, gdy rozpoznawalność zastępuje dorobek, a liczba obserwujących staje się miarą wartości człowieka. Celebryta może błyszczeć zaledwie przez chwilę. Artysta ma szansę pozostać na zawsze.

Wróć