Połączenie ciemnego szkarłatu z fioletem i fioletowo-bordowym burgundem należy do najbardziej eleganckich zestawień kolorystycznych, jakie można podziwiać właśnie jesienią. Naturze niepotrzebny jest przy tym żaden projektant ani artysta. Sama potrafi stworzyć kompozycje, których trudno nie pozazdrościć. Jednym z mistrzów takiej jesiennej palety jest dobrze radzący sobie w naszym klimacie winobluszcz trójklapowy „Atropurpurea” (Parthenocissus tricuspidata). Jego liście jesienią przechodzą prawdziwą metamorfozę – od purpury i fioletu po głęboki szkarłat i burgund. Ciemne, śliwkowe odcienie pojawiają się szczególnie w miejscach zacienionych, tworząc efekt niemal malarskiego kontrastu.
Podobnie zachwyca akebia pięciolistkowa (Akebia quinata). To egzotycznie wyglądające pnącze, które podczas łagodnych zim potrafi zachować zielone liście. Jesienią, pod wpływem chłodu i pierwszych przymrozków, jego ażurowe, palczaste liście zamiast jaskrawej czerwieni przybierają głębokie odcienie fioletu, purpury i brązu. Do tej jesiennej galerii warto dodać winorośl japońską (Vitis coignetiae), której liście potrafią prezentować niemal całe spektrum jesiennych barw. Na jednym liściu szkarłat może płynnie przechodzić w bardzo ciemny, niemal czarnofioletowy odcień. Całość uzupełniają zwisające jesienią, ciemnofioletowe owoce pokryte sinym nalotem. Nie mniej efektownie prezentuje się ozdobna odmiana winorośli „Purpurea” (Vitis vinifera). Jej liście przez całe lato mają matową, purpurową barwę, a jesienią jeszcze bardziej ciemnieją. Przy brzegach i w okolicach nerwów pojawiają się głębokie fiolety, podczas gdy środkowe części liści rozświetlają się ciemnym szkarłatem.
Co właściwie odpowiada za te niezwykłe kolory? Między innymi antocyjany – barwniki, których rośliny produkują więcej w określonych warunkach, zwłaszcza gdy ciepłe, słoneczne dni spotykają się z chłodnymi nocami. Natura po raz kolejny pokazuje więc, że potrafi wykorzystać nawet spadek temperatury, by stworzyć coś pięknego. Jesień ma zresztą szczególny dar do budzenia refleksji. Wyczuleni na jej urodę są artyści, poeci i muzycy. Pod jej wpływem powstawały utwory, które nie tylko opisywały piękno przyrody, lecz także wydobywały z niej nastrój zadumy. Któż nie pamięta „Jesień idzie przez park” Czerwonych Gitar czy „Mimozami jesień się zaczyna” w znakomitym wykonaniu Czesława Niemena? Artystów, którzy ulegali czarowi jesieni, można oczywiście wymieniać długo. Nie o katalog jesiennych inspiracji jednak chodzi. Jesień skłania bowiem do czegoś znacznie ważniejszego – do spojrzenia na własne życie.
W przyrodzie wszystko ma swój rytm. Jest wzrost, rozkwit, wydawanie owoców, a potem powolne zamieranie. Człowiek, mimo całej swojej cywilizacyjnej pychy, nie został z tego rytmu wyłączony. Możemy ogrzewać mieszkania, podróżować samolotami, pracować nocą i żyć w świecie, w którym sztuczne światło pozwala zapomnieć o zachodzie słońca. Nie oszukamy jednak biologii. Czas płynie w jednym kierunku.
Jesienne liście są więc czymś więcej niż tylko barwną dekoracją. Przypominają nam, że przemijanie nie musi oznaczać końca. Roślina, zanim zrzuci liście, wydaje owoce i nasiona. To właśnie one są jej sposobem na trwanie. Człowiek ma własne „owoce” – dzieci, idee, dzieła, obrazy, książki, muzykę, wiedzę, a czasem po prostu ślad pozostawiony w pamięci drugiego człowieka. I może właśnie dlatego jesień, choć kojarzy się ze schyłkiem, nie jest wyłącznie porą smutku. Jest także porą dojrzałości. Natura nie pyta, czy chcemy, aby lato trwało wiecznie. Po prostu wykonuje kolejny krok. My również idziemy swoją drogą – pozornie w prawo, a może właśnie w lewo. A przecież niezależnie od kierunku droga prowadzi w tę samą stronę.