Dla kogoś, kto nie zna historii Warszawy, taka odpowiedź mogła brzmieć jak dziecięca fantazja. Tymczasem była to najkrótsza lekcja historii, jaką można sobie wyobrazić. Starówka rzeczywiście była w wieku tamtego chłopca. Narodziła się po raz drugi z popiołów wojny. Nie odziedziczyła swojej urody – została jej na nowo podarowana przez ludzi, którzy nie chcieli pogodzić się z tym, że serce Warszawy przestało bić.
Są miasta, które opowiadają swoją historię zabytkami. Warszawa opowiada ją również pustką, która kiedyś tu była. Jesienią 1944 roku Stare Miasto zamieniło się w kamienne pustkowie. Po upadku Powstania Warszawskiego Niemcy metodycznie burzyli dom po domu, kościół po kościele, ulicę po ulicy. Zniszczeniu uległo blisko 90 procent zabudowy. Wydawało się, że miejsce narodzin Warszawy zostało skazane na nieistnienie. A jednak stało się coś, co wielu uznało za niemożliwe. Już w 1945 roku rozpoczęła się odbudowa. Nie była tylko przedsięwzięciem architektonicznym. Była aktem wiary, że miasta – podobnie jak ludzie – mogą odrodzić się po tragedii. Architekci, konserwatorzy, historycy sztuki, inżynierowie i tysiące robotników z niezwykłą pieczołowitością odtwarzali każdy detal. Sięgali do przedwojennych planów, fotografii i obrazów Bernarda Bellotta, zwanego Canalettem, który przed wiekami namalował Warszawę z dokładnością niemal fotograficzną. Jego płótna stały się czymś więcej niż dziełami sztuki – były mapą prowadzącą z ruin do życia.
Gdy w 1953 roku ponownie otwarto Rynek Starego Miasta, nie oddawano do użytku jedynie odbudowanych kamienic. Warszawiacy odzyskiwali miejsce, z którym wiązały się wspomnienia wielu pokoleń. Na bruk wróciły dziecięce zabawy, do kawiarni rozmowy, do okien światło. Starówka znów stała się sercem miasta, które jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się martwe.
Historia tej odbudowy zadziwiła świat. W 1980 roku Historyczne Centrum Warszawy wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Było to wydarzenie wyjątkowe. Po raz pierwszy doceniono nie tyle autentyczność zachowanych murów, ile autentyczność pamięci, wysiłku i wierności historii. Warszawska Starówka stała się symbolem zwycięstwa kultury nad wojną oraz dowodem, że nawet najbardziej brutalna próba wymazania przeszłości może zakończyć się porażką.
Dziś po Rynku Starego Miasta spacerują tysiące ludzi. Jedni podziwiają fasady kamienic, inni zatrzymują się przy pomniku Syrenki, jeszcze inni po prostu piją kawę w cieniu murów pamiętających historię, której w istocie... nie pamiętają. Bo kamienice są młodsze, niż się wydaje. Ich wartość nie wynika z wieku cegieł, lecz z wieku pamięci, którą w sobie niosą.
Ilekroć wracam na Starówkę przypomina mi się tamten rysunkowy żart z dzieciństwa. Dzisiaj wiem, że nie był żartem. Był opowieścią o Warszawie zamkniętą w dwóch krótkich zdaniach. Kamienice naprawdę mogły być rówieśnikami chłopca. Dziś są rówieśnikami kilku pokoleń warszawiaków. A za następne siedemdziesiąt pięć lat ktoś być może znów usłyszy podobne pytanie i tę samą odpowiedź. Bo warszawska Starówka nie jest przede wszystkim zabytkiem. Jest dowodem na to, że pamięć potrafi odbudować to, co wydawało się utracone na zawsze.